-Twój genialny pomysł polegał na tym, żeby przyjechać pod jakiś dom? -Spojrzałam na Niall'a, unosząc jedną brew do góry. Byłam kompletnie zdezorientowana.
-To nie jest "jakiś" dom. -Odparł, naśladując mój ton głosu, za co dostał kuksańca w bok. Lekko się zaśmiał, łapiąc moje nadgarstki. -Od wczoraj, jest to mój dom. -Oznajmił dumne, szczypiąc jeden z moich boczków, za co ponownie dostał, tyle, że w ramię.
-Wow. -Wypaliłam podekscytowana. -Wygląda świetnie! -Pisnęłam, skacząc w jego objęciach, jak małe dziecko. Moje zachowanie spowodowało, że starsza kobieta, przechodząca obok zaśmiała się delikatnie. Złapałam daszek czapki Niall'a i ściągnęłam ją z jego włosów. Zarzuciłam full cap'a na głowę i podbiegłam do furtki.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Noo... Ale co tu robimy? -Spytałam, machając głową na boki, jak małe dziecko. Nie mogłam nic poradzić na to, że rozpierała mnie radość i energia.
-Cóż, moje rzeczy są w środku, ale nie zdążyłem ich jeszcze rozpakować. -Oznajmił, słodko się uśmiechając.
-Mhm, czyli mam być twoim robolem i zrobić to za ciebie? -Zapytałam, a raczej stwierdziłam, pokonując dzielącą nas odległość. Stałam kilka centymetrów od jego ciała, z rękami założonymi na piersiach.
-Nie? -Odparł, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. -Po prostu mi pomożesz. We dwójkę będzie fajniej. -Jedną rękę położył na moich plecach, gdy drugą zręcznie zabrał mi swoją czapkę.
-Oddawaj! -Wrzasnęłam rozbawiona.
-Nie-e. -Wystawił mi język i podszedł do furtki. Otworzył ją i gestem ręki pokazał, abym weszła. -Panie przodem.
*
-Postaw mnie na ziemi, debilu! -Krzyknęłam rozbawiona, gdy Niall kręcił się wokół własnej osi, ze mną na ramieniu. Ciężko pracowaliśmy wiele godzin. Urządzenie nowego mieszkania blondyna zajęłoby nam znacznie mniej czasu, gdybyśmy go nie marnowali na wygłupy, jak, na przykład, teraz.
-Wariuję przez ciebie, wiesz? -Oznajmił, gdy opadliśmy na kremową kanapę w jego salonie. Dom nie należał do największych, ale był bardzo przestronny. Na parterze znajdowała się kuchnia połączona z jadalnią, salon, przedpokój i łazienka. Pierwsze piętro składało się z korytarza, sypialni chłopaka, pokoju gościnnego i drugiej toalety.
-Niby dlaczego przeze mnie? -Spytałam, podnosząc się z kanapy i usiadłam okrakiem na jego kolanach.
-Bo ty jesteś nienormalna i mi się od ciebie udziela. -Odparł zaczepnie, umiejscawiając dłonie na moich biodrach. Pacnęłam go w ramię, robiąc minę obrażonego dziecka. W odpowiedzi dostałam buziaka w nos i przeuroczy uśmiech blondyna. Chciałam się jeszcze chwilę podroczyć, więc odwróciłam głowę, gdy chciał złączyć nasze usta. Chłopak westchnął i przysunął mnie bliżej siebie. Tak, że jego przyjaciel otarł się o moje kroczę. Poczułam się nieco niezręcznie, ale Niall'owi wydało się to podobać, gdyż zamruczał zadowolony.
-Zboczeniec. -Mruknęłam. On tylko się zaśmiał, a po chwili zatopił twarz w moim dekolcie, łapiąc w zęby materiał mojej bokserki. Zachichotałam i wplątałam palce w jego włosy. Blondyn zwinnie przeniósł jedną z rąk na moją pupę i obrócił nas tak, że leżałam pod nim.
-Nie jestem zboczeńcem. -Wymruczał, składając mokre pocałunki na mojej szyi. Uśmiechnęłam się pod nosem i lekko pociągnęłam końce jego włosów, gdy mocniej przygryzł moją skórę. Przejechał językiem po lekko pulsującym miejscu i podniósł głowę, łącząc nasze czoła. Chwilę wpatrywał się moje oczy, po czym wpił się w moje usta. Byłam lekko zaskoczona gwałtownością jego ruchów, co chytrze wykorzystał, wkładając język do mojej buzi. Odwzajemniłam pocałunek, jedną ręką gładząc plecy chłopaka. Niall lekko podwinął moją koszulkę i ułożył ręce na moich bokach. Skóra jego dłoni była zimna, na co lekko się wzdrygnęłam. Jego kolega ponownie otarł się o moją kobiecość, co wywołało jego cichy jęk. Tym razem jego gest podziałał i na mnie. Westchnęłam i przyciągnęłam bliżej jego klatkę piersiową. Chłopak włożył rękę pomiędzy moje plecy, a kanapę, zsuwając zębami ramiączko mojego stanika.
-Kocham cię. -Wymamrotał, całując moje ramię. Otwierałam usta, aby powiedzieć "Ja ciebie też", jednak w pomieszczeniu rozległ się dźwięk mojego telefonu. Zachichotałam, łapiąc w dłonie jego twarz i odsuwając go od siebie.
-Muszę odebrać, złaź. -Niall wydął usta w podkówkę i niechętnie ze mnie zszedł. Wyjęłam iPhone'e5 z tylnej kieszeni jeansów i przyłożyłam go do ucha.
-Czego? -Warknęłam do słuchawki. Poziom agresji w moim organizmie znacznie się powiększył, gdy przeczytałam na wyświetlaczu imię "Matt".
-Nie musisz być od razu taka chamska. -Rzucił z przekąsem.
-Mów co chcesz, zanim się rozłączę, frajerze. -Fuknęłam, przeczesując ręką włosy, opadające mi na czoło.
-Ojciec zaprosił na kolację swojego wspólnika. Masz wrócić do domu, teraz. Goście będą za pół godziny. -Wytłumaczył i przerwał połączenie. Jęknęłam, niezadowolona.
-Co jest? -Spytał blondyn, obejmując mnie ramieniem.
-Muszę wracać. Henry zaprosił jakiegoś wspólnika, czy Bóg wie kogo na kolację i muszę tam być. Niestety. -Mruknęłam, podnosząc się.
-Chodź, odwiozę cię. -Wyszliśmy przed dom, a naszym oczom ukazała się grupka chłopaków. No tak, przyjaciele Niall'a.
-A jednak mnie nie odwieziesz. -Zaśmiałam się.
-Cześć. - Harry podszedł do mnie i cmoknął mój policzek. Uśmiechnęłam się do loczka i odwróciłam głowę w stronę blondyna. Nie wydawał się zadowolony gestem bruneta wobec mnie.
-A więc, miłego wieczoru.
-Przecież mogę cię odwieźć. -Złapał moją rękę i przyciągnął do siebie.
-Nie trzeba, przejdę się. Daleko nie mam. -Dałam mu buziaka w usta i wyszłam, machając chłopakom na pożegnanie.
Zmierzchało, ale kompletny mrok jeszcze nie zdążył zapanować na dworze. Nowe mieszkanie Niall'a znajdowało się zaledwie kilka przecznic od mojego domu, więc niedługo potem byłam na miejscu.
-Nareszcie jesteś. -Zawołała mama z kuchni. Skąd wiedziała, że to ja?
-Tak. Już wróciłam. -Mruknęłam, rozpinając bluzę mojego chłopaka. -Pomóc ci?
-Nie, nie, nie. -Odwróciła się ku mnie. -Musisz się przygotować. -Na kolorowym fartuszku, który miała zawiązany na biodrach, widniały różnokolorowe plamy. Kleksy układały się w przeróżne, nieodgadnione wzory. Nie wiedzieć czemu, kąciki moich ust uniosły się. Chyba Niall miał rację. Wychodzi na to, że naprawdę jestem nienormalna.
-Co cię tak śmieszy? -Spytała ciepło kobieta.
-Nie, nic. -Rzuciłam, nieco speszona. -To w co mam się ubrać?
-Załóż jakąś sukienkę. Jack ma ponoć bardzo przystojnego syna. Kto wie...
-Mamo przestań! Jestem z Niall'em. Nie zerwę z nim, dla jakiegoś chłopaka. -Oburzyłam się, krzyżując ręce na piersiach.
-Tak tylko mówię. -Zaśmiała się. -Leć, bo jeszcze nie zdążysz. -Wywróciłam oczami i poszłam na górę. Wzięłam szybki, naprawdę, bardzo szybki prysznic i zaczęłam poszukiwania odpowiedniej kiecki. W końcu wybrałam. (http://heppin.com/db_images/custom400x565_29797.jpg) Założyłam ubranie i zaczęłam się malować. Włosy zostawiłam rozpuszczone, lekko pofalowane. Gotowa zeszłam na dół.
-Pięknie wyglądasz. -Zaćwierkała mama. Chwilę później dobiegł dźwięk dzwonka do drzwi. Matt poszedł otworzyć. Do jadalni weszli Jack, jego żona i syn Nathan. Rzeczywiście przystojny, ale cóż z tego? Niall'owi i tak do pięt nie dorasta.
-Veronica, tak? -Spytała Margaret, żona pana Jack'a. Skinęłam głową. -Więc, Veronico, pięknie wyglądasz i wydajesz się naprawdę inteligentną dziewczyną. -Ha, ha. Serio? ciekawe po czym ona to wywnioskowała, skoro ja ani razu nie wypowiedziałam chociażby zdania. Cały czas potakiwałam albo w ogóle się nie odzywałam.
-Um, dziękuję. -Mruknęłam, odwracając wzrok. Mój telefon, leżący na stole, obok talerza, zaczął wibrować. Zerknęłam na wyświetlacz, a moje serce opanowała ogromna radość.
-Przepraszam, -Chciałam wstać i odejść, jednak Jack mnie zatrzymał, mówiąc, żebym rozmawiała przy nich. Czy to nie dziwne? Do tego ten cały Nathan bardzo nachalnie się na mnie gapił.
-Słucham? -Cudem powstrzymywałam się od wyznania, jak bardzo go kocham.
-Cześć piękna. -Jego głos... Boże, czy ja jestem w niebie?
-Cześć. Coś się stało? -Zapewne głupkowato się uśmiechałam, ale co z tego? Jacyś obcy ludzie nie muszą mieć o mnie dobrego zdania.
-Niezupełnie, skarbie. W jednym z pudeł znalazłem twoje ubrania no i... Bieliznę. -Ostatnie słowo wypowiedziała niższym, zmysłowym głosem.
-Co? Skąd ty... -Poczułam, że moje policzki oblewa rumieniec. Kurwa.
-Hah, spokojnie, księżniczko. To jest z wtedy, gdy poznałaś moich rodziców i Justin'a. Byliśmy mokrzy i się przebrałaś w cichy mojej mamy, pamiętasz? -Zaśmiałam się nerwowo, gdy wszyscy zgromadzeni skupiali na mnie swoją uwagę. Ugh!
-Mhm, pamiętam. Jak mniemam czarny stanik i majtki ze SpongeBoba'a. -Słowa wypłynęły z moich ust, zanim zdążyłam pomyśleć nad ich znaczeniem. Zajebista wtopa! Moja matka otworzyła oczy tak szeroko, że prawie wpadły do miski z zupą.
-Tak, dokładnie. Mogę dzisiaj ci to przywieźć?
-Tak, pewnie. Przy okazji oddam ci bluzę. Albo nie, nie oddam. -W słuchawce rozlał się piękny śmiech blondyna. -Przyjedź za jakąś godzinę, bo teraz jestem zajęta.
-Ok. Do zobaczenia, księżniczko.
-Cześć, Niall. -Odłożyłam telefon i zaczęłam się nerwowo uśmiechać. -Um, to ten... Idę do kib... Łazienki. Taak, idę do łazienki. Przepraszam. -Spaliłam buraka i jak najszybciej wyszłam z jadalni. Muszę zacząć używać mózgu. I to jak najprędzej. Mama z Henry'm mnie chyba ukatrupią za dzisiejszy występ. No trudno. Grunt, że zobaczę Niall'a jeszcze dziś.
***
Wooho! No i jest proszę państwa! Gotowy, na czas :) Trochę krótki i ogólnie okropny, ale jest ^^ Mogą być błędy, bo nie miałam czasu sprawdzić xx
Jesst Mega *.*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
I zapraszam do mnie, Link w twoim poprzednim rozdziale :*
zajebisty ! *,* czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuń