Powoli zaczynałam zamarzać. Gdzież ten Niall? Jezu, marzę, aby się do niego przytulić. Ale jak już się pojawi, to co ja mu powiem? Nie mogę go okłamać. Nie umiałabym. Ech, pozostaje mi tylko wyjawienie prawdy. Dziewczyną nic się nie stanie. Każda ma swojego chłopaka, który je obroni, prawda? Ja musiałam poradzić sobie sama, przez własną głupotę. Gdybym nie znalazła tych nożyczek, Bóg wie, co by teraz ze mną było. Ten Stan jest psychopatą, a ja byłam naiwna sądząc, że zatajanie takich informacji przed Niall'em będzie dobrym rozwiązaniem.
-Veronica! -Usłyszałam jego głos. Zdecydowanie mój ulubiony dźwięk. Teraz wydawał się nieco zdenerwowany, ale jakby z ulgą. Sama nie wiem. Odwróciłam głowę i zobaczyłam biegnącego w moją stronę blondyna. Oderwałam się od ściany i wpadłam w jego ramiona. Byłam bezpieczna. I szczęśliwa, że wreszcie go widzę.
-Jezu, skarbie, cholernie się martwiłem. -Wyszeptał w moje włosy. Ach, jak on pięknie pachnie.
-Chcę jechać do domu.
-Lou zaraz przyjedzie. Powiedz mi co się stało. Skąd się tu wzięłaś? -Zdjął z siebie kurtkę, założył mi ją na ramiona i czekał na wyjaśnienia. No to zaczynamy...
-Co Stan kurwa zrobił? Zapierdolę skurwiela!!
-Niall, uspokój się, wszystko jest okay, tak? Nic mi nie jest. -Zaczęłam uspokajać blondyna, gładząc dłońmi jego rozgrzane ze złości policzki.
-Jak uciekłaś?
-Um.. No.. Dźgnęłam go nożyczkami.
-Serio? Wow, dobra robota, mała. -Cmoknął mnie w czoło. Chwilę potem przyjechał Louis, a z nim w samochodzie Zayn i Harry. Przywitaliśmy się z chłopakami i ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie mam pojęcia ile trwała, bo chwilę później zasnęłam.
Otworzyłam oczy, a po chwili ponownie je przymknęłam. Światło wpadające do pokoju przez rozsunięte rolety cholernie raziło.
Zaraz, moment. Co jest? Co się dzieje? Gdzie jestem?
Podniosłam się do pozycji siedzącej i zorientowałam się, że jestem w pokoju Niall'a.
Już wszystko dobrze.
Jestem bezpieczna.
Nikt mnie nie skrzywdzi.
Wstałam z łóżka i skierowałam się do drwi.
Cholera, muszę coś zjeść. Jestem bardzo głodna.
Schodząc po schodach, zauważyłam, że mam na sobie dresy i koszulkę blondyna.
Spokojnie mogłabym się utopić w tych ciuchach.
Nagle poczułam dziwne łaskotanie w nosie, a po chwili...
Zaczęłam kichać jak... Nawet nie wiem kto.
Podczas piątego kichnięcia dotarłam do kuchni, gdzie znajdowali się chłopcy.
-Cześć-a psik-wam. -Pociągnęłam nosem i usiadłam obok Louis'a.
-Chyba się rozchorowałaś, co mała? -Zapytał brunet, obejmując mnie ramieniem, na co tylko pokiwałam głową.
-Chcesz coś zjeść?
-Bardzo chcę, zaraz umrę z głodu.
Po zjedzeniu obiado-kolacji chłopaki poszli do siebie, a ja zostałam sama z Nialler'em. Poszliśmy oglądać telewizję. Ja oczywiście z milionem chusteczek i gorącą herbatką.
Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi...
Kidy kolejny rozdział ; )
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ; *
56 years old Sales Associate Sigismond Saphin, hailing from Longueuil enjoys watching movies like Stargate and Lapidary. Took a trip to Tsingy de Bemaraha Strict Nature Reserve and drives a Ferrari 410S. strona
OdpowiedzUsuńadwokat rzeszow prawo cywilne
OdpowiedzUsuń