-Nie dotykaj mnie! -Wykrzyczałam przyrodniemu bratu w twarz. Złość we mnie po prostu kipiała. Miałam dość jego zachowania w stosunku do mnie. Przy rodzicach chłopak był troskliwym braciszkiem. Kiedy jednak oni gdzieś znikali, zachowywał się jak kretyn. Wiecznie chciał się do mnie dobrać. Matt spiorunował mnie wzrokiem, po czym wymierzył siarczysty policzek. Pierwszy raz w życiu mnie uderzył. Przez chwilę wpatrywałam się w niego, w szoku. Nie należałam jednak do tych strachliwych dziewczynek, czego skutkiem był kopniak w jego krocze. Nastolatek zawył z bólu, aby następnie zgiąć się w pół. Nie odpuściłam, zadałam kolejny cios, tym razem z pięści, w twarz. Następnie pchnęłam go, wskutek czego wylądował na podłodze. Dostał jeszcze ostatniego kopniaka w żebra, kiedy krztusił się krwią. Wybiegłam z pomieszczenia, łapiąc po drodze telefon. W przedpokoju nałożyłam na stopy niebieskie, krótkie convers'y i pędem rzuciłam się do drzwi. Wiedziałam, że Matt w każdej chwili może się podnieść i mnie dogonić. W końcu to sportowiec. Dlatego tym razem zdecydowałam się na serię uderzeń, których nauczył mnie tata, kiedy miałam zaledwie osiem lat. W duchu mu za to dziękowałam, bowiem co by ze mną teraz było, gdyby tego nie zrobił? Podczas wyczerpującego biegu dawałam z siebie wszystko. Przypominałam sobie zasady tej dyscypliny. Wdychaj powietrze nosem, wydychaj ustami, aby nie złapać kolki. Rozkładaj siły tak, aby cały czas biec w jednakowym tempie. Usłyszałam dudnienie kroków, odwróciłam się i zobaczyłam go, biegnącego za mną. Jego twarz była umazana krwią i malowała się na niej złość. Był coraz bliżej. Kurwa. Jebać jednakowe tempo. Momentalnie przyśpieszyłam. Skręciłam w pierwszą uliczkę, manewrując pomiędzy stojącymi samochodami. Fuck, parking. Gdzie teraz? Zatrzymując się, rozejrzałam się dookoła. W oczy rzucił mi się sklepik, za którym rozciągała się droga, którą można się dostać na obrzeża miasta. Bez dłuższego namysłu, pobiegłam w tamtą stronę. Kroki nawet na chwilę nie ustąpiły. Cholera! Biegłam i biegłam, bez przerwy. W tym czasie z oczu zniknęły mi domy, sklepy i różne takie, otaczał mnie las. Tak, jestem idiotką i w środku nocy wbiegłam do lasu. Że też moja mama musiała mieć ciągle nocne zmiany, a Henry wyjachać na tydzień! W ciągu dnia lepiej by mi się uciekało od tego psychopaty. Zorientowałam się, że pomiędzy drzewami widać betonową drogę, skręciłam w tamtym kierunku. Wbiegłam na asfalt nie rozglądając się, czy przypadkiem nie nadjeżdża jakieś auto. W tamtej chwili sądziłam, że oczywistością jest, iż o tej godzinie na drogach jest pusto. Nic bardziej mylnego, jak to mówią. Oślepiły mnie światła reflektorów. Mocny ból w klatce. Upadek. Ciemność.
***
Cóż, bohaterowie i prolog już udostępnione. Pierwszy rozdział pojawi się wtedy, gdy będzie 1 komentarz :D mały szantażyk, ale coś trzeba zrobić, aby was zachęcić :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz