-Co? N-n... -Zaczęłam się jąkać, nerwowo bawiąc się rąbkiem mojej bluzki. Wzięłam głęboki oddech. -To nie twoja sprawa, Niall -Powiedziałam ściszonym głosem. Nie miałam ochoty na kolejną kłótnię, ale przecież nie mogę mu powiedzieć prawdy. Nic dobrego by z tego nie wyszło.
-Przestań pieprzyć i mi odpowiedz! -Wydarł się tak głośno, że jestem pewna, iż jego rodzice to słyszeli. Pokręciłam przecząco głową i spuściłam ją na dół. Nim się zorientowałam, chłopak złapał mnie mocno za nadgarstki i przyparł do drzwi. Skrzywiłam się. Jego palce mocno wbijały się w moją skórę, a plecy z dość dużą siłą uderzyły o drewnianą powierzchnię. Jego błękitne tęczówki gwałtownie pociemniały. Zaczął wzbierać we mnie strach. Co, jeśli mnie uderzy?
-Powiedz mi kto to! -Warknął, tuż przed moją twarzą. Ponownie pokręciłam głową. -Zachowujesz się jak głupia suka! -Jedna z jego rąk nagle się podniosła, na co zamknęłam oczy. Byłam przygotowana na uderzenie. To, że jest niezrównoważony, już ustaliliśmy. Jednak zamiast tego, poczułam, jak delikatnie gładzi mój policzek. Powoli podniosłam powieki, mój oddech był płytki, nierówny i urywany. Miałam wrażenie, że bicie mojego serca słychać na kilometr. Blondyn puścił moje nadgarstki, na co ja, niemal natychmiastowo zareagowałam. Położyłam dłonie na jego torsie i odepchnęłam go od siebie. Zacisnęłam zęby, próbując zahamować łzy, wzbierające się pod powiekami. Zamrugałam kilkakrotnie, jednak nic to nie dało. Kilka pojedynczych kropli spadło na moje policzki, a z mojego gardła wyrwał się krótki szloch. Popatrzyłam na nadgarstki. Tak, jak myślałam. Były zaczerwienione. Jedna z bransoletek na mojej ręce wbiła się w skórę na tyle mocno, iż pociekła z niej krew. Podniosłam głowę. Blondyn chodził nerwowo po pokoju, przeczesując dłońmi włosy i ciągnąc za ich końce. Oddychał szybciej, niż zazwyczaj. Chyba próbował się uspokoić. Bez dłuższego namysłu odsunęłam się od drzwi i po prostu wyszłam. Chłopak ruszył za mną i złapał mnie za łokieć w połowie schodów.
-Veronica... -Zaczął, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Nie dotykaj mnie! -Wrzasnęłam, wyrywając się. Przyśpieszyłam. Zeskakując z ostatniego schodka, ujrzałam jego rodziców i Justin'a. Cała trójka patrzyła na nas w szoku. Nie dziwię się. Nie dość, że ramiona, szyję i pewnie też twarz, miałam w kolorowych farbach, to tusz do rzęs na pewno zdążył spłynąć, pozostawiając czarne smugi na moich policzkach.
-Co ty jej zrobiłeś?! -Krzyknął jego ojciec. Ja tylko pociągnęłam nosem, zbliżając się do drzwi.
-Zamknij się! To nie twój zasrany interes! -Syknął blondyn. -Ronnie, nie wychodź. -Powiedział w moją stronę. Przejechałam ręką po buzi, ścierając łzy.
-Do widzenia. -Mruknęłam, wychodząc. Niemal wybiegłam z ich podwórka. Wyciągnęłam telefon, kiedy już byłam kawałek od ich domu.
-Matt, przyjedź po mnie. -Zaszlochałam w słuchawkę. Wiem, jestem żałosna. Ale co miałam zrobić? Nie doszłabym stąd do szkoły.
-Gdzie jesteś? Dlaczego płaczesz? -Spytał z przejęciem. Jego bipolarność objawiała się właśnie w ten sposób. Najpierw się do mnie dobierał, a potem chciał rozpierdolić każdego, kto mnie skrzywdził.
-Um, na przeciwko McDonald'sa na Weber Ave. Nieważne, proszę cię, przyjedź. -Jęknęłam, zachłannie zaciągając się powietrzem.
-Ja nie mogę wyjść ze szkoły. Siedzę u dyrektora i czekam, aż przyjedzie policja. Zamknęli mnie tu samego. -Zamyślił się na chwilę. -Wyślę po ciebie Jason'a. Nie ruszaj się, mała. -Mówił, pokrzepiającym tonem. Wymruczałam ciche "okay" i się rozłączyłam. Nie rozumiecie naszej relacji? Spokojnie, ja też nie jestem w stanie tego ogarnąć. Mimo tych wszystkich akcji, które odwalił, on naprawdę się troszczy. Stałam tak kilkanaście minut, przebierając nogami z zimna. Robiło się coraz chłodniej, a ja stałam w szortach i bokserce. Moje leginsy i sweter zostały u Niall'a... Nie, Ronnie, nie myśl o nim! Zacisnęłam zęby, powstrzymując kolejną porcję łez. Ludzie mijający moją osobę, posyłali mi przerażone spojrzenia. Nie dziwię się. Musiałam wyglądać, jak jakaś wariatka, czy coś. Przypominam, że jestem cała w farbie, mam podpuchnięte oczy od płaczu, rozmazany tusz na policzkach i jestem ubrana jak na lato, podczas, gdy na dworze jest z piętnaście stopni. Do tego wieje cholernie zimny i porywisty wiatr. Zatrzęsłam się, obejmując ramionami. Zauważyłam, że jakiś trzech typów idzie w moją stronę. Odwróciłam głowę, udając, że ich nie widzę.
-Cześć, ślicznotko. -Zaczepił mnie jeden z nich, dotykając mojego zziębniętego ramienia. Szybko odepchnęłam jego rękę, robiąc krok w tył. W ciągu dnia, wśród ludzi raczej nic mi nie zrobią, prawda?
-Jaka ostra. -Wtrącił drugi. Wyglądali okropnie. Rozciągnięte, dziurawe koszulki, spodnie z krokiem w kolanach, zniszczone trampki i miliony tatuaży. Tatuaże. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym gościu imprezy. Gdyby nie Niall... Czemu ja znowu o nim myślę? Mam teraz większe problemy, niż ten psychopata.
-Pierdolcie się. -Warknęłam, piorunując ich wzrokiem. Poczułam nagły przypływ pewności siebie. Musiałam na kimś wyładować te wszystkie emocje, które pojawiły się w mojej głowie, za sprawą pewnego właściciela błękitnych tęczówek. Taka już jestem najpierw czuję smutek i ból, płaczę, tylko po to, by potem popaść w furię.
-Może trochę grzeczniej, dziwko?! -Syknął ten pierwszy, ściskając moje ramiona. Syknęłam z bólu, próbując się wyrwać.
-Spieprzaj popierdoleńcu! -Wrzasnęłam na cały głos, policzkując go. Chyba mnie do reszty pojebało. Chłopak posłał mi spojrzenie pełne furii i podnosił rękę, aby mi oddać, kiedy coś go zatrzymało. Pomiędzy mną, a nieznajomymi stanął wysoki, postawny szatyn. Jason. Po chwili obok niego znalazł się Paul. Dzięki Bogu.
-Jakiś kurwa problem? -Warknął, robiąc krok w ich stronę. Trzej mężczyźni szybko się odsunęli, posyłając sobie spanikowane spojrzenia.
-N-nie. Nie wiedzieliśmy, że jest twoja, Jason. -Po raz pierwszy zabrał głos ten trzeci, lekko się jąkając.
-Gówno mnie to obchodzi. -Splunął. -Jeszcze raz się do niej zbliżycie, a na ostrzeżeniu się nie skończy. -Faceci pokiwali głową, a Paul pociągnął mnie za rękę w stronę auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy.
-Veronica, co ty tu w ogóle robisz? -Jęknął blondyn, gdy zajęłam miejsce na tylnym siedzeniu, a Jason odpalił silnik i ruszył. Milczałam. Przecież nie mogłam powiedzieć, że byłam z Niall'em. -To teren Tomlinson'a. A ci goście byli z jego grupy, z tym, że wiszą nam kasę, więc się boją. Gdyby nie my, miałabyś przesrane. -Tłumaczył Paul, uparcie mi się przypatrując. Czyżbym zapomniała wspomnieć? Paul należy do paczki Matt'a. -Co ci się w ogóle stało? Skąd ty masz te ciuchy? Do cholery!
-Nieważne. Mruknęłam. -Nie męcz mnie. Macie chusteczki? -Jason zaczął grzebać w schowku i rzucił małe opakowanie w moją stronę. Schyliłam się i wyjęłam ze szpary pomiędzy siedzeniem, a oparciem, lusterko. Skąd się tam wzięło? Cóż, około miliona lasek przewinęło się przez to auto. Mam nadzieję, że rozumiecie aluzję. Odrzuciło mną, gdy zobaczyłam moje odbicie. Czerwone, napuchnięte oczy, czarny tusz i farba. Zabawne, miałam ją też na twarzy. Uśliniłam chusteczkę i zaczęłam to wszystko zmywać. Gdy zajechaliśmy pod szkołę, Paul dał mi swoją bluzę. Przyjęłam ją z wdzięcznością. Czekając na nich, prawie zamarzłam. No to teraz szalejemy. Nie dość, że będę musiała kłamać przed moimi rodzicami, dyrektorem, policją, tym chłopakiem i jego rodzicami, to potem czeka mnie poważna rozmowa z moją mamą, spowodowana wagarami. Jason dokładnie mi wyjaśnił, co mam powiedzieć. Świetna ze mnie aktorka, więc nie będzie problemu.
*
-Veronico Anderson, do jasnej cholery! -Od razu, po wejściu do domu moja mama zaczęła wrzeszczeć jak opętana. W samochodzie udawała spokojną, ale teraz sobie odpuściła. Jezu, czemu ona robi z tego taką wielką sprawę?
-No przepraszam! Nie krzycz na mnie. -Jęknęłam, chowając twarz w dłoniach. Nie chciałam po raz kolejny się z kimś kłócić. Na dziś miałam już dość. -Obiecuję, że już nigdy nie pójdę na wagary, ale błagam, pozwól mi iść do pokoju. Źle się czuję. -Byłam bliska płaczu, co nie uszło uwadze mojej rodzicielki. Gestem ręki pozwoliła mi odejść. Weszłam na górę i skierowałam się do łazienki. Szybko zrzuciłam z siebie ciuchy od Niall'a i weszłam pod prysznic. Po około dwudziestu minutach weszłam do pokoju. Odblokowałam telefon zobaczyłam kilka wiadomości od wcześniej wspomnianego blondyna... Bez namysłu wszystkie usunęłam i zadzwoniłam do Eleanor. Musiałam się komuś wygadać.
***
Noo i jest dziesiąty rozdział i ponad 300 wyświetleń ♥ Jeżeli czytasz, skomentuj :) xx
zajebisty ! <333 pisz dalej *,*
OdpowiedzUsuń<33
OdpowiedzUsuń