sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 9

Wstrzymałam oddech, nie bardzo wiedząc, co robić. Twarz Niall'a była niebezpiecznie blisko mojej. Chłopak przejechał nosem po moim policzku, przyciągając moje drobne ciało do swojego. Jego wzrok wylądował na moich ustach. Boże, dopomóż! Pozwolić mu, czy nie? Toczyłam wewnętrzną walkę. Z jednej strony cholernie tego chcę, ale on przecież się nie zakochuje... W momencie, gdy wargi blondyna prawie dotknęły moich, odskoczyłam, jak oparzona, wydając z siebie głośnie kichnięcie. Chłopak się zaśmiał, a ja powtórzyłam czynność jeszcze dwa razy. Serio? W takiej chwili musiałam po prostu zacząć kichać? Coś mi się wydaję, że moje ciało ma jakiś układ z mózgiem i knują coś przeciw sercu.
-Aww, to było słodkie. -Rzucił, nadal się śmiejąc. -Lepiej wracajmy, bo jeszcze się rozchorujesz. -Wydałam z siebie głośne westchnięcie i pokiwałam niechętnie głową. Ja naprawdę chciałam go pocałować. Chłopak pochylił się w moją stronę i delikatnie musnął wargami mój policzek, łapiąc mnie za rękę.

*

-Szkoła jest w tamtą stronę. -Mówiłam zdezorientowana, pokazując palcem w odpowiednim kierunku. Chłopak westchnął, poprawiając swoje blond włosy ręką.
-Nie wracamy do szkoły. -Oznajmił, ukazując szereg idealnie prostych zębów. Zmarszczyłam brwi. On chce mnie odwieźć do domu? Mama ma dzisiaj wolne i zbije mnie, jeśli się dowie, że poszłam na wagary.
-Nie jedziemy też do ciebie. -Stwierdził, odgadując moje myśli. -Tylko do mnie. -Nie zaprotestowałam. W sumie po co? Mój głupi organizm przerwał taką piękną chwilę, bo mu się kichać zachciało, to teraz sobie odbiję, spędzając z nim więcej czasu. Boże, co się ze mną dzieje? Ja chyba naprawdę potrzebuję pomocy specjalisty. Zaśmiałam się sama do siebie, kręcąc głową. Chłopak rzucił mi zaciekawione spojrzenie, a po chwili znowu przeniósł wzrok na jezdnię. Resztę drogi milczeliśmy. Nie było niekomfortowo, co mnie zdziwiło. Czułam się bardzo swobodnie. Wyszliśmy z auta, kierując się do drzwi. Chłopak chwycił moją dłoń i pociągnął do środka. Woda cały czas z nas kapała, przez co dywan w przedpokoju zdobiły mokre kropelki. Stanęliśmy w drzwiach salonu. Moim oczom ukazała się ciemnowłosa kobieta, mężczyzna i kilkuletni chłopczyk. To pewnie jego rodzice i brat.
-Cześć. -Powiedział blondyn. Ja mruknęłam ciche "dzień dobry", a jego rodzice zmierzyli nas uważnie wzrokiem.
-Niall! -Wykrzyczał chłopczyk, podbiegając do niego. Oplótł ramionami jego nogi, na co chłopak uniósł go do góry na rękach. To, że był zupełnie mokry, zdawało się im nie przeszkadzać. Kiedy chłopczyk znalazł się z powrotem na ziemi, odwrócił się w moją stronę i wyciągnął ku mnie rękę.
-Jestem Justin. -Powiedział słodkim głosem, na co się uśmiechnęłam.
-Veronica. -Odparłam, lekko ściskając jego dłoń. Podniosłam głowę, słysząc jakiś hałas. Kobieta podniosła się z miejsca.
-Jestem Ellen, a to mój mąż, Fred. -Przedstawiła kolejno siebie i mężczyznę, który wpatrywał się w Niall'a. Jego mina wyrażała...Zdziwienie? Chyba tak.
-Miło państwa poznać. -Wybełkotałam nieśmiało.
-Pójdziemy na górę, musimy się przebrać. -Mruknął blondyn, ciągnąc mnie za rękę w kierunku schodów. Posłałam małemu Justin'owi przelotny śmiech i ruszyłam za chłopakiem.
-Poczekaj w moim pokoju. -Poinstruował, znikając za jakimiś drzwiami. Posłusznie weszłam do pomieszczenia. Moje spojrzenie wylądowało na łóżku, w którym spędziłam niedawno noc. Poczułam dziwne ciepło w żołądku i chmarę motylków. Przekrzywiłam głowę, kładąc rękę na brzuchu. Nieznane mi uczucie. Oczywiście czytałam wiele książek, więc wiem, czym jest to spowodowane, ale sama nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Dotyk Niall'a był inny, od wszystkiego. Nikt nie traktował mnie w ten sposób. Potrafił zachowywać się jak zwykły chuj, a po chwili być czuły i delikatny. Z tego co wiem, to się nazywa bipolarność. Czyli już wiadomo, z kim wyląduję w psychiatryku. Przygryzłam wargę, myśląc o naszym niedoszłym pocałunku. Poczułam dziwne ciepło na policzkach. Co? Nie, to niemożliwe! Ja się przecież nie rumienię. Szybko schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam ją nerwowo pocierać.
-Co ty robisz? -Podskoczyłam w miejscu, wydając z siebie krótki pisk.
-Nic. -Mruknęłam, odwracając się do niego tyłem. Błagam, niech to zniknie, niech to zniknie.
-Ty naprawdę jesteś nienormalna. -Zaśmiał się i rzucił mi pod nogi dresowe szorty i czarną bokserkę. Pochyliłam się i podniosłam ubrania. -Możesz się przebrać tutaj, nie krępuj się, księżniczko. -Prychnęłam cicho pod nosem.
-Chciałbyś. -Powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy, po czym go wyminęłam. On nie powinien tak na mnie działać. Już mówiłam, to jest złe. Weszłam do łazienki, zamykając ją na kluczyk. Zrzuciłam mokre ciuchy i wbiłam się w ubranie, które dał mi chłopak, wcześniej dokładnie się wycierając. Obmyłam twarz wodą i znowu sobie pożyczyłam tusz jego mamy. Może to trochę bezczelne, czy coś, ale nic nie poradzę. Rozplotłam włosy i przeczesałam je palcami. W oczy rzuciła mi się suszarka. Wzięłam ją do ręki i podłączyłam do prądu. Nikt na tym raczej nie ucierpi, a ja nie mam ochoty na to, aby moje włosy się zakręciły. Wysuszyłam je i wyszłam z łazienki. Podbiegł do mnie Justin i złapał moją rękę w swoją malutką dłoń. 
-Pobawisz się ze mną? -Zapytał z nadzieją. -Niall się kłóci z rodzicami, szybko nie wróci na górę. -Oznajmił, lekko się krzywiąc. 
-Pewnie. -Odparłam energicznie i powędrowałam z chłopcem do jego pokoju. Ściany były na przemian niebieskie i zielone. Jednoosobowe łóżko pozostawione w nieładzie stało na przeciwko okna. W rogu znajdowało się biurko, a na nim zamknięty laptop. Na podłodze było porozrzucane milion zabawek i ubrań. Zaśmiałam się widząc, jak chłopczyk szybko odgarnia wszystko na bok. Na oko miał z pięć lat i był mega słodki. Brązowe włosy i ciemne, duże oczy pasowały do niego idealnie. Uśmiech, któremu brakowało kilku ząbków był przeuroczy. 
-To co będziemy robić? -Spytałam entuzjastycznie. Ten chłopczyk jest cudowny. Podszedł do zielonego kosza na zabawki z narysowaną żabą i wyjął z niego kilka samochodzików oraz piloty do nich. 
-Możemy się pościgać! -Krzyknął uradowany, wręczając mi do ręki sprzęt. Zajęłam miejsce na podłodze, a on obok mnie. Wyznaczył nam trasę i położył samochody na panelach.Wyścig się rozpoczął. Nie mam pojęcia ile czasu spędziliśmy razem, ale świetnie bawiłam się z tym dzieciakiem. 
-Ronnie? -Usłyszałam rozbawiony głos Niall'a i podniosłam się szybko z ziemi. Moim oczom ukazał się on we własnej osobie. Poczułam, że się peszę. Nie dziwcie mi się. Justin namówił mnie na rysowanie i byłam umazana w farbach, bo ten mały sprowokował "wojnę".
-Tak? -Spytałam, otrzepując ubranie. 
-Widzę, że dobrze się bawicie. -Zaczął poruszać brwiami w śmieszny sposób, przez co mały szatynek zaczął chichotać.
-Pewnie. -Mruknęłam. -Masz świetnego brata. -Stwierdziłam, na co Justin przytulił się do mojego brzucha. Cóż, jego wzrost nie pozwalał mu sięgnąć wyżej. 
-Dobra, dobra. Mnie i tak bardziej lubisz. -Powiedział pewnie, ciągnąc mnie za ramię w swoją stronę. Zaśmiałam się i pomachałam chłopcu, opuszczając jego pokój. Gdy weszliśmy z powrotem do "królestwa" pana Horan'a, usłyszałam wibracje mojego telefonu. Podeszłam do niego i spojrzałam na wyświetlacz. Matt. Czego on może chcieć? Z lekkim wahaniem odebrałam.
-Co? -Rzuciłam obojętnie.
-Gdzie ty kurwa jesteś? -Usłyszałam jego zdenerwowany głos. Nie ma co, miłe powitanie.
-Chuj ci do tego. -Warknęłam. -Czego chcesz? 
-Musisz przyjść do szkoły. Szybko. -Mówił nieco spokojniej, ale jego głos drżał. 
-Po co? -Spytałam zdezorientowana.
-Pamiętasz tego typa, Max'a, którego pobiłem pod koniec wakacji? -Mruknęłam twierdząco. -Jego starzy i on są w szkole. Chcą mnie oskarżyć. Proszę, przyjdź tu i powiedz, że to nie byłem ja, że wtedy byłaś ze mną. -Wręcz błagał, jęcząc do słuchawki. Zacisnęłam usta w cienką linię. Co mam zrobić?
-Co będę z tego miała? -Spytałam ostrożnie. Do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-Wszystko, co chcesz? -mówił przejętym głosem. 
-Przestaniesz się do mnie podwalać. Rozumiesz? Zero jakichkolwiek dwuznacznych tekstów, czy gestów. Wreszcie zaczniesz się zachowywać tak, jak powinieneś. -Oznajmiłam stanowczo.
-Dobra, ale błagam, przyjedź. 
-Zaraz będę. -Mruknęłam, rozłączając się. Przeczesałam włosy ręką. Rzeczywiście dobrze robię? A co jeśli nie dotrzyma słowa? Nie, on raczej nie kłamię. To jedna z jego dziwnych cech. Ronnie, musisz mu pomóc. To w końcu twój brat. Westchnęłam głośno.
-Kto to był? -Spytał Niall marszcząc brwi. -Jakiś chłopak na siłę się do ciebie przystawia? -Zwinął dłonie w pięści i zacisnął zęby.

                                                                      ***
Następny też najprawdopodobniej dzisiaj :* Zostawiajcie komentarze, proszę, to naprawdę dużo znaczy i motywuje :) xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz