Siedziałam zgarbiona na krześle, przepisując bazgroły pani Wood z tablicy. Westchnęłam, odkładając długopis i przeczesując nerwowo grzywkę. Spojrzałam przez okno. Padał deszcz. Moje włosy dobrze by tego nie przyjęły, więc cieszę się, że związałam je w koka. Nikt nie chciałby widzieć moich kręconych, napuszonych włosów, pod wpływem wilgoci. Telefon, znajdujący się w mojej tylnej kieszeni zaczął wibrować. Uniosłam lekko biodra w górę, wyjmując go.
Od; Niall
Wyjdź przed salę, mam sprawę :)
Kąciki moich ust nieznacznie się uniosły. Nie odzywał się, odkąd wczorajszego ranka wyszłam ukradkiem z jego mieszkania. Westchnęłam, wystukując literki na dotykowym ekranie mojego iPhone'a5.
Do; Niall
Zgłupiałeś? Pani Wood mnie nie wypuści, a poza tym nie chcę.
Wywróciłam oczami, wysyłając wiadomość. Wiecie jak trudno robić coś wbrew sobie? Jeśli tak, to zdajecie sobie sprawę ile kosztowało mnie wysłanie tego sms'a. Dzisiejsza rozmowa z Jason'em coś mi uświadomiła. Chodzi o to, że ja i Niall - to nie ma prawa bytu. Po pierwsze, jest starszy. Dobra, to żaden argument. Po drugie, on chce się tylko mną pobawić. Ale, jeżeli rzeczywiście tak jest, to dlaczego mi pomógł? Wtedy, w nocy, miał idealną okazję, żeby mnie "zaliczyć", a nie odwalał niczego. Znaczy, urządził striptiz, ale nie dobierał się do mnie. Czemu ja podważam każdy argument, który jest przeciw? Postukałam się palcem w czoło i odczytałam kolejną wiadomość od blondyna.
Od; Niall
Nie bądź taka. Jesteś moją dłużniczką. Gdyby nie ja, nie siedziałabyś kurwa teraz w tej sali. Więc rusz swój tyłek i wyjdź z tej pieprzonej sali. Weź ze sobą torbę.
Skrzywiłam się, czytając. Zdenerwowałam go. Trudno się dziwić. Chłopak najpierw ratuje mnie przed gwałtem, spędzam noc w jego domu, zostawiam mu karteczkę, oznajmiając, że wygląda słodko, a potem zachowuję się jak zwykła suka. Ale tak będzie lepiej. Ja nie nadaję się dla niego, a on dla mnie. On szuka u dziewczyny seksu, a ja szukam u chłopaka potrzeby bycia. Ja nie zaliczę z nim szybkiego numerku, a on mnie nie pokocha. Proste.
-Źle się czuję. Mogę iść do pielęgniarki? -Spytałam, grając cierpienie. Belferka najwyraźniej się nabrała, bo kiwnęła do mnie głową. Szczerze? Nie spodziewałam się tego po niej. Powoli zgarnęłam torbę z ziemi i wyszłam, nadal udając. Sama nie wiem, co robię. Czemu ja do niego idę? W ten sposób raczej nie zakończę tej... Hmm, znajomości? Nie mam pojęcia, jak nazwać nasze relacje. Na przeciwko drzwi sali 41, w której trwała moja lekcja, stał oparty o ścianę blondyn. Niepewnie do niego podeszłam, zatrzymując się kilka metrów przed nim.
-Chodź. -Mruknął, wystawiając w moją stronę rękę. Zmarszczyłam brwi. Tego, to ja się nie spodziewałam. Przewidywałam, że zacznie na mnie wrzeszczeć, czy coś. On jednak wydawał się spokojny, jednak trochę obrażony. Jakby miał do mnie żal. Zgryzając wargę, chwyciłam jego dłoń. Pociągnął mnie lekko i szliśmy obok siebie w ciszy. Nie odważyłam się zapytać o co chodzi albo gdzie idziemy. Miałam wyrzuty sumienia. Napisałam, że nie chce, kiedy cholernie tego pragnęłam. Nienormalne. Gwałtownie się zatrzymałam przed drzwiami frontowymi budynku. On chce wyjść na zewnątrz? Kiedy pada i trwają lekcje?
-Co? -Bąknął sfrustrowany.
-Wagary? -Spytałam ostrożnie. Mój głos był cichy. Przewrócił oczami.
-I co z tego? Chodź, nie marnuj czasu. -Rzucił, ciągnąc mnie za łokieć w kierunku dworu. Szybko przebierałam nogami, próbując za nim nadążyć. Mógłby, do cholery zwolnić. Gdyby nie zauważył, nie jestem w stanie stawiać takich ogromnych kroków, jak on. Kiedy dotarliśmy do jego auta, nie fatygował się na uprzejmość. Wsiadł do środka, zostawiając mnie, moknącą. Zwalczyłam chęć przewrócenia oczami i zajęłam miejsce pasażera, głośno trzaskając drzwiami.
-Pojebało cię? -Warknął, patrząc na mnie. Jego oczy ciskały pioruny w moją osobę. Przełknęłam ślinę. No dalej, Veronica, odpyskuj! Przecież potrafisz! Może i to, co napisałam było chamskie, ale teraz zdecydowanie jesteśmy kwita.
-Mnie pojebało?! Idź się kurwa lecz! -Wykrzyczałam, chcąc wysiąść z wozu. Pociągnęłam za klamkę, jednak nic się nie stało. -Otwórz te pieprzone drzwi! -Zażądałam, zaciskając zęby. Chłopak wybuchł głośnym śmiechem. Co się dzieję? -Co cię tak śmieszy? -Zmarszczyłam brwi, krzyżując ręce na piersi. Czułam niewyobrażalną chęć tupnięcia nogą. Tak, wiem, dziecinne.
-Jesteś słodka, gdy się złościsz. -Odparł, gdy w końcu opanował śmiech. Uniosłam kąciki ust.
-A ty kiedy śpisz. -Mruknęłam, pocierając twarz dłońmi. Co on ze mną robi? Całą złość momentalnie się ulotniła.
-Wiem. Swoją drogą, twój liścik był uroczy. -Mówił, znowu chichocząc. Uderzyłam go lekko w ramię.
-Nie śmiej się ze mnie. -Jęknęłam, robiąc obrażoną minę. Między kolejnymi napadami śmiechu mruknął "wybacz" i odpalił silnik. Nie miałam bladego pojęcia co się właśnie stało i gdzie jedziemy. Ale szczerze? Mam to gdzieś. Pewnie potem będę tego żałować, bo Matt mnie zabije, jak się dowie, ale trudno. On nie jest moim ojcem, więc nie może wybierać mi towarzystwa. Ten chłopak jest jedną, wielką pomyłką. Raz zakazał mi kontaktu z Paul'em, twierdząc, że mnie skrzywdzi. On, ten, który ostatnio chciał mnie zgwałcić. Prychnęłam pod nosem. Nie uszło to uwadze Niall'a i posłał mi pytający wzrok. Pokręciłam głowa, wypuszczając powietrze z płuc.
-Wiesz, Anderson, przysięgam, że jesteś nienormalna. -Stwierdził, skręcając w jakąś uliczkę. Nie uraził mnie, wręcz przeciwnie. Moje usta wykrzywiły się w uśmiech.
*
-Eee, co my tu robimy? -Spytałam, gdy blondyn zaparkował w spokojniejszej części miasta, pod jakąś knajpką. Wzruszył ramionami, wychodząc. Poszłam w jego ślady, zanim zdążył podejść do moich drzwi, aby je otworzyć.
-Zgłodniałem. -Mruknął. kierując się do budynku. Wydęłam dolną wargę, ruszając za nim. Przyznam, że też bym coś zjadła. Zajęliśmy stolik przy oknie. Po chwili, na horyzoncie pokazała się wysoka blondynka. Na oko miała tak z osiemnaście lat, no maksymalnie dwadzieścia. Podeszła do nas i uśmiechnęła się do Niall'a, wcześniej mierząc mnie wzrokiem pełnym pogardy. Czuła się lepsza. Ciekawe dlaczego? Bo ja, w przeciwieństwie do niej, nie odkrywałam cycków , próbując zwrócić na siebie uwagę?
-Co ci podać? -Zapytała uwodzicielsko chłopaka, kompletnie mnie ignorując. Halo, ja tu nadal jestem.
-Co chcesz? - Blondyn spojrzał na mnie, uśmiechając się. Przekrzywiłam głowę, skupiając uwagę na menu.
-Um, poproszę omlet. -Stwierdziłam, po krótkim namyślę. Dziewczyna odwróciła się w stronę mojego towarzysza.
-Dla mnie to samo. -Rzucił, nie zwracając na nią uwagi. Zrzedła jej mina. Uśmiechnęłam się z wyższością. -Do tego chcę hamburgera i colę. A ty?
-Sok pomarańczowy. -Mruknęłam. Blondynka odeszła, wyraźnie zdenerwowana. Zachichotałam pod nosem.
-Co cię tak bawi? -Spytał, unosząc brew.
-Nic, nic. Po prostu ubolewam nad nią. -Wskazałam palcem dziewczynę, znikającą za drzwiami, jak mniemam, kuchni. Przekrzywił głowę, nie rozumiejąc. -Tak zawzięcie starała się zwrócić twoją uwagę. Zepsułeś wszystko, ignorując ją. -Zaczęłam śmiać się w głos. Nie wiem, co w tej sytuacji było śmiesznego. Najprawdopodobniej nic, ale mnie to i tak rozbawiło. Jej wyraz twarzy był bezcenny, czego Niall nie zauważył, bo nawet na chwilę nie podniósł na nią wzroku. Dziewczyna wróciła z naszym zamówieniem i szybko się oddaliła. Po zakończonym posiłku wyszliśmy z knajpy. Krople deszczu uderzały o nasze ciała, jak i wszystko inne wokół nas. Chciałam szybko uciec do auta, jednak zatrzymała mnie ręką blondyna, obejmując mnie od tyłu w pasie.
-No rusz się, nie chce być cała mokra! -Ponagliłam, wplątując się z jego uścisku i ciągnąć go za ramię. On jednak uparcie nie ruszał się z miejsca. -Huh?
-Nigdzie nam się nie śpieszy, księżniczko. -Mrugnął, ciągnąc mnie w kierunku niewielkiej fontanny. Lekko zdezorientowana ruszyłam za nim. Chłopak chwycił moje biodra i z łatwością postawił na murku, znajdującym wokół owej fontanny. Ludzie, chowający się przed deszczem pod dachami budynków, uważnie nam się przyglądali. Niektórzy się uśmiechali, gdy inni patrzyli na nas, jak na idiotów.
-Co ty robisz? -Zaśmiałam się, kiedy chłopak pchnął mnie lekko w kierunku wody, wskutek czego moje nogi, prawie do kolan były w niej zanurzone. Patrzył na mnie z góry, stojąc w miejscu, z którego przed chwilą mnie zepchnął. Wyciągnął obie ręce w moją stronę. Od razu je chwyciłam. Zrobił krok i znalazł się tuż przede mną.
-Coś, czego nigdy nie robiłem. -Mruknął, przysuwając się bliżej.
***
Rozdział w miarę długi, mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) Nie sądziłam, że uda mi się go dzisiaj skończyć, ale wzięłam się za niego, aby odpędzić myśli od opowiadania "27 Tattoos"! Ostatnio dodana część mocno mną wstrząsnęła. Płakałam jak głupia. Musiałam się czymś zająć xx
w takim momencie , ! ;o
OdpowiedzUsuńproszę o kolejny rozdział ;*