poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 12

-Przepraszam za spóźnienie. -Wysapałam, wchodząc do sali matematycznej. Przez wczorajsze spotkanie z blondynem, nie mogłam zasnąć. Cały czas zajmował moje myśli.
-Usiądź, Anderson. -Przeczesując ręką włosy, ruszyłam do ławki, którą zajmowała El. -Nie będziesz siedzieć z Calder. -Niemal wykrzyczała. Odwróciłam się w jej stronę i zmarszczyłam brwi. -Tomlinosn, przesiadaj się do Eleanor. -Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Podobał jej się, ale mimo wszystko ją przerażał. -Ty natomiast -Wskazała na mnie palcem. -dosiądź się do Styles'a.
-Co? Czemu ja mam niby z nim siedzieć? Nie znam go. -Rzuciłam z pretensjami w stronę kobiety. Skrzyżowałam ręce na piersi i uniosłam brwi.
-I dobrze, może wreszcie będziesz cicho. Chociaż nie, to niemożliwe. Twoje usta się nie zamykają, nigdy. -Zakpiła, mierząc mnie surowym wzrokiem. -Raz nawet widziałam, jak gadasz z psem w parku. -Dodała, uśmiechając się tryumfalnie. Klasa wpadła w śmiech, nawet El nie potrafiła się opanować. Co złego jest w rozmawianiu ze zwierzętami? Do roślin można, a do nich nie? One przynajmniej mają mózgi!
-To był kot. -Mruknęłam, kierując się w stronę przystojnego bruneta, z burzą loków na głowie. Jego intensywnie zielone tęczówki uważnie mi się przyglądały. Usiadłam obok niego, w przedostatniej ławce, mijając się z Louis'em, kierującym się do trzeciej ławki od końca w rzędzie obok.
-I jak tam pogawędka z kotkiem? -Spytał, słodko się uśmiechając. W jego policzkach ujrzałam urocze dołeczki. Nigdy nie byłam tak blisko Harry'ego Styles'a. Przekrzywiłam głowę, interpretując jego słowa. Za cholerę nie mogłam odgadnąć, czy to było ironiczne, czy nie.
-Wiesz, zwierzęta potrzebują uwagi, a tamta kicia była głodna i wystraszona. Musiałam jej wytłumaczyć, że nic jej nie zrobię, no nie? -Odparłam takim tonem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Zgadzam się. -Odpowiedział, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia. Bardziej spodziewałam się, że mnie wyśmieje, czy coś. -Nie mów nikomu, ale lubię koty. -Dodał, posyłając mi ciepły uśmiech. Byłam w kompletnym szoku. Przecież to Harry, Harry Styles. Jeden z przyjaciół Louis'a Tomlinson'a, a oni nie bywają mili dla ludzi.
-Wow. Nie spodziewałam się, że będziesz ze mną normalnie rozmawiał. -Stwierdziłam, patrząc na tablicę.
-A co myślałaś? Że jak podejdziesz to cię pobiję albo zgwałcę? -Spytał rozbawiony.
-Niezupełnie, chociaż... -Przeciągnęłam, zastanawiając się.
-Przestań. Nic bym ci nie zrobił. Gdybym cię ruszył, Niall by mnie zabił, a poza tym, nie jestem taki zły, jak wszyscy uważają. Żaden z nas nie jest. -Skwitował, poprawiając swoje bujne loki.
-Może masz rację. -Przyznałam, wdychając.
-Anderson, jesteś niemożliwa! -Krzyknęła nauczycielka, rozkładając ręce. -Nie możesz milczeć?
-To on! -Wskazałam palcem na loczka.
-Wcale nie! -Odparł, tłumiąc śmiech. Uczniowie posyłali w naszą stronę zdziwione spojrzenia. Sama jestem zaskoczona tym, jak swobodnie się czuję, rozmawiając z nim.
-Wystarczy. Anderson, do tablicy, już! -Przerwała kobieta. Westchnęłam i wstałam. Usłyszałam ciche "powodzenia", wydobywające się z ust zielonookiego i podeszłam we wskazane miejsce. Wzięłam kredę do ręki i zaczęłam coś bazgrać.
-Horan, widzę, że tobie też się bardzo nudzi. Dołączysz do koleżanki przy tablicy. -Powiedziała surowo, udając się na tyły klasy. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła, a motylki w moim brzuchu robią sobie imprezę. Ręce zaczęły mi drżeć, a oddech stał się płytszy. Chłopak stanął obok mnie i posłał mi krótkie spojrzenie, po czym wziął kredę do ręki.
-O co w tym chodzi? -Odwróciłam się w jego stronę i zaczęłam się przyglądać równaniu.
-Um, przesuń się. -Mruknęłam, podchodząc bliżej. Zaczęłam kreślić cyferki, a chłopak cały czas się we mnie wpatrywał. Dryyń! Nagle w klasie rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wszyscy szybko ruszyli do drzwi. Podeszłam do ławki i zabrałam ze sobą torbę. Kiedy chciałam już wychodzić, zatrzymał mnie głos nauczycielki.
-Wasza dwójka zostaje. Zaraz tu wrócę i odbędziemy poważną rozmowę. Nie radzę uciekać, chyba, że macie ochotę na tydzień kozy. -Powiedziała, znikając za drzwiami. Zostałam sama z blondynem. Usiadłam na jednej z ławek, bawiąc się nerwowo palcami. Opuściłam głowę w dół, patrząc na podłogę. Kilka sekund później zobaczyłam białe supry. Stał przede mną, a ja nie miałam odwagi podnieść wzroku.
-Ronnie... -Zaczął błagalnie. -Spójrz na mnie. -Poprosił łagodnie. Nie zareagowałam, dalej patrzyłam na jego buty. Całkiem ładne. Poczułam, jak łapie mój podbródek i unosi go do góry. Niechętnie na niego spojrzałam.
-Przepraszam, ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. -Wyszeptał, patrząc prosto w moje oczy. Wymruczałam coś niezrozumiałego pod nosem i odwróciłam głowę. -Nie bój się mnie. Nigdy cię nie uderzę, nie mógłbym.
-Serio? -Prychnęłam. -Patrząc na moje nadgarstki, sądzę co innego.
-Nie chciałem, ale kiedy usłyszałem tą rozmowę... -Na chwilę się zaciął. -Nie chciałaś mi powiedzieć kto to, zdenerwowałem się i... Nigdy więcej tego nie zrobię, ale proszę, daj mi jeszcze szansę.
-Dlaczego? -Spytałam, krzyżując ręce na piersi. Nie byłam już zła o tamtą sytuację, po prostu chciałam mieć gwarancję, że to się nie powtórzy.
-Każda inna dziewczyna była tylko do hm... potrzeb fizycznych. Ty jesteś inna. Wkurwiasz mnie jak nikt inny, ale można z tobą porozmawiać. Z nikim nie czułem tego, co z tobą. Lubię cię. -Stwierdził, chwytając moją dłoń i splatając nasze palce. Wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nie wierzyłam w to, co przed chwilą usłyszałam.
-Też cię lubię. -Mruknęłam. -Pomimo tego, że jesteś niezrównoważony psychicznie. -Dodałam, a jego usta wykrzywiły się w piękny uśmiech. Chłopak lekko się pochylił. Zaczęłam przymykać oczy, jego wargi prawie dotykały moich.
-Co tu się dzieję? -Usłyszałam zdziwiony głos nauczycielki. Niall szybko się wyprostował. Kobieta stała w drzwiach z zniesmaczoną miną. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to wygląda. Siedziałam na ławce, a blondyn stał pomiędzy moimi nogami, no i prawie się całowaliśmy. Zarumieniłam się, spuszczając wzrok.

*

-Gdzie idziemy? -Spytałam Niall'a, który ciągnął mnie w kierunku swojego auta. Lekcje dobiegły już końca, a moja mama z Henry'm pojechali do Los Angeles i mieli wrócić dopiero wieczorem, więc jestem "wolna" cały dzień.
-Zobaczysz. -Zaśmiał się, otwierając przede mną drzwi. Nie bardzo rozumiem, co między nami jest. Jesteśmy parą, przyjaciółmi, czy jeszcze czymś innym? Nieważne. Jestem szczęśliwa, że wszystko jest już w porządku. Ten chłopak bardzo namieszał mi w głowie, w tak krótkim czasie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jest dla mnie ważny.Wpatrywałam się w widoki za oknem, gdy Niall nucił pod nosem piosenkę 5 seconds of summer - "Beside you". Po kilku minutach blondyn się zatrzymał, a moim oczom ukazało się boisko do piłki nożnej. Zmarszczyłam brwi, co jak co, ale ten sport kaleczę najbardziej ze wszystkich. Nim się zorientowałam, chłopak otwierał moje drzwi.
-Będziemy grać? -Spytałam, gdy znaleźliśmy się już na terenie boiska. Chłopak pokiwał energicznie głową, wyciągając z plecaka piłkę.
-Ale ja nie umiem. -Jęknęłam, krzywiąc się.
-Nauczę cię. -Odparł wesoło, podchodząc w moją stronę.

                                                                ***
Nie wiem, czy zdążę skończyć dzisiaj 13, więc spodziewajcie się go jutro ;) xx

1 komentarz:

  1. Podoba mi się to że dodajesz części codziennie ;) zajebisty :p

    OdpowiedzUsuń