-Ja się do tego nie nadaję. -Jęknęłam, kiedy po raz kolejny wylądowałam na trawie. Jak już mówiłam, piłka nożna to zło.
-Nie przesadzaj. -Zaśmiał się blondyn, wyciągając ku mnie rękę, znowu. Chwyciłam ją, ale nim chłopak zdążył mnie podnieść, pociągnęłam go w dół, wskutek czego wylądował na mnie.
-Aż taka chętna jesteś? -Wymruczał, bawiąc się moimi włosami.
-Złaź ze mnie, erotomanie. Jesteś ciężki. -Odparłam rozbawiona, zrzucając go z siebie. Blondyn opadł na miejsce obok mnie, ale już po chwili objął mnie w talii i ułożył na swoim torsie. Spojrzałam na niego mrużąc oczy.
-Ty za to jesteś leciutka. Proponowałbym zacząć jeść. -Odgryzł się.
-Ja jem. Nawet bardzo dużo. -Odkleiłam nasze klatki piersiowe od siebie i chciałam wstać, jednak Niall mnie zatrzymał. Za jego ingerencją, siedziałam na nim okrakiem. Sądzę, że musiało to bardzo dwuznacznie wyglądać. Jego ręce wylądowały na moich biodrach, pewnie je ściskając. Zachichotałam, patrząc w jego niebieskie tęczówki. Ich intensywny kolor i blask przyprawiał mnie o zawroty głowy. Idealnie wykrojone, malinowe usta wyglądały, jakby były stworzone do całowania. Śnieżnobiałe zęby ukazujące się podczas każdego uśmiechu... To wszystko było idealne. Patrząc na niego, czułam coś, czego nigdy nie doświadczyłam. Chciałam, żeby był blisko. Blisko mnie. Nie wiem, czy to jest miłość, czy tylko zauroczenie. Ale jestem pewna, że mi na nim zależy.
-O czym tak myślisz? -Zabrał ręce z moich bioder i splótł nasze palce. Oficjalnie przyznaję, że uwielbiam, gdy to robi.
-O tobie. -Mruknęłam, wzruszając ramionami. Posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakie w życiu widziałam.
-I co wymyśliłaś?
-Nic nowego. -Westchnęłam. -Zastanawiam się, co w tobie jest takiego, że... -Zatrzymałam się. Co mam mu powiedzieć? Że go kocham? Że mi się podoba? Przecież sama nie jestem pewna, co czuję.
-Że? -Dopytywał się, unosząc brwi.
-Że cię lubię. Innemu dawno kazałabym spieprzać. Ale... No wiesz, lubię twoje towarzystwo. -Przyznałam cicho, lekko się rumieniąc. To chyba pierwszy raz, jak mówię o uczuciach. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nigdy nie byłam... Zakochana. Niall podniósł jedną z rąk do góry i pogłaskał mnie po policzku. Uśmiechnęłam się do niego.
-Też lubię spędzać z tobą czas i innej też dawno kazałbym spieprzać. -Przyznał, wpatrując się w moje oczy. -Wesz, że tak naprawdę nigdy nie miałem prawdziwej dziewczyny? -Zmarszczyłam brwi. On? Taki przystojniak? Przecież to niemożliwe. -Było dużo chętnych. -Odparł, jakby czytał mi w myślach. -Ale żadna nic dla mnie nie znaczyła. Były tylko do seksu.
-A ja coś znaczę? -Spytałam ledwie słyszalnie. Szczerze? Bałam się odpowiedzi. Pewnie, mógłby skłamać, ale z niewiadomych przyczyn wierzę w każde jego słowo.
-Sam nie wiem czemu, ale tak. Jesteś dla mnie ważna. -Mimowolnie, na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech, nie umiałam go powstrzymać. Chłopak od razu go odwzajemnił. Objął mnie i zaczął ciągnąć ku sobie. Zrobiło mi się gorąco, a serce zabiło szybciej.
-Stary, no co ty? Ty z tą dziwką od Anderson'a? -Szybko się odwróciłam w stronę, z której dobiegał głos. Zbliżała się do nas grupka chłopaków. Tych samych, którzy pobili Matt'a i Jareda, z tą różnicą, że teraz wśród nich był Malik, Payne, Tomlinson i Styles. Szybko się podniosłam, wyplątując z objęć blondyna.Chłopak poszedł w moje ślady, stając na równych nogach.
-Nie wyzywaj jej. -Warknął, stając przede mną. Wyglądało to, jakby chciał mnie przed nimi ochronić własnym ciałem.
-Spokojnie, bracie. Przecież to tylko kolejna suk... -Facet nie zdążył dokończyć, bo dostał od Niall'a w twarz. Przyłożyłam dłoń do ust, patrząc, jak osuwa się na ziemię.
-Co ci kurwa odpierdala?! -Wrzasnął kolejny, piorunując go wzrokiem.
-Jeszcze jedno słowo na jej temat. -Wysyczał przez zaciśnięte zęby. Ten chłopak, który dostał w twarz, z tego co pamiętam Luke, podniósł się i miał już zamiar otworzyć usta, jednak przerwał mu Harry.
-Serio, chłopaki. Dajcie jej spokój. -Mruknął, wzdychając.
-Ty też ją kurwa bronisz?!
-Ogarnijcie się! -Pierwszy raz zabrał głos Louis. Ich przywódca, czy lider. Nie wiem jak się mówi na taką osobę w "grupie". -Dajcie jej spokój. -Powiedział spokojnie, mierząc mnie uważnie wzrokiem. Ja stałam tam, jak sparaliżowana, wstrzymując nieświadomie oddech. Czy się bałam? Oczywiście, że tak. Niall sam nie dałby rady mnie obronić. Dobrze, że Hazza i Lou się za mną wstawili.
-Dobra, sorry. -Wybełkotał Luke. Pokiwałam tylko głową, byłam w zbyt wielkim szoku. -O, patrzcie państwo, kogo diabli niosą. -Zakpił, patrząc gdzieś ponad moje ramię. Odwróciłam się i otworzyłam usta ze zdziwienia. Zbliżał się do nas Matt, Paul, Jason, Jared i reszta ich paczki. Ręce zaczęły mi drżeć ze zdenerwowania, a po plecach przebiegły ciarki. Już nie żyję. Zrobiłam krok w tył, widząc rozwścieczone spojrzenie Matt'a, skierowane do mnie.
-Veronica?! -Ryknął zdziwiony Paul. Czego jak czego, ale mnie się tutaj pewnie nie spodziewał. Życie jest pełne niespodzianek, jak to mówią.
-J-ja... -Zaczęłam się jąkać, nerwowo dłubiąc butem w ziemi.
-Co ty tu kurwa robisz?! -Czułam łzy wzbierające się pod powiekami. Nie umiałam wydusić z siebie słowa. Uparcie patrzyłam na trawę, nie otwierając ust.
-Odpierdol się, Matt. Nie jest dzieckiem, może robić co chce. -Stwierdził monotonnie Styles, za co jestem mu dozgonnie wdzięczna.
-Nie wpierdalaj się frajerze. Mówię do niej! -Warknął, po czym szarpnął moją rękę. Niemal się przewróciłam, było to tak gwałtowne.
-M-matt... J-ja...-Nie miałam pojęcia, co powiedzieć, jak się wytłumaczyć. No bo raczej "Wiesz, poszłam sobie na taką jakby randkę z twoim wrogiem, nic wielkiego" nie wchodzi w grę.
-Zostaw ją! -Krzyknął blondyn, odpychając go ode mnie i ciągnąć w swoją stronę. Czułam się jak szmaciana lalka, którą wyrywa sobie nawzajem dwoje dzieci. Skrzywiłam się.
-Chyba cię pojebało Horan, nie dotykaj mojej siostry! -Znowu poczułam uścisk na nadgarstku. Cholernie zabolało. Rany po tym, co zrobił mi Niall jeszcze się nie zagoiły.
-Więc to twoja siostra, Anderson? -Wtrącił Luke. Czy on nie może się zamknąć? Naprawdę mi nie pomaga. W sumie, czemu miałby? Jeszcze kilka minut temu wyzywał mnie od dziwek i suk. Założę się, że gdyby nie ingerencja Tomlinson'a, nie przerwałby.
-Dobra z niej dupa, chętnie ją zerżnę. -Zakpił, a ja otworzyłam szeroko oczy. Jego słowa naprawdę mnie przestraszyły.
-Zostawcie mnie wszyscy w spokoju! -Wrzasnęłam, a długo wstrzymywane łzy wreszcie spłynęły wzdłuż moich policzków. Wyrwałam ręce z obu uścisków i oddaliłam się od nich na bezpieczną odległość. -Ja nie jestem jakimś psem, żebyście się kłócili, który z was jest moim panem! -Krzyczałam, wymachując przy tym rękoma. -Leczcie się wszyscy! -Dodałam i po prostu uciekłam. Słyszałam liczne nawoływanie mojego imienia, ale miałam to gdzieś. Czułam się jak gówno. Kiedy wreszcie wydostałam się z tego nieszczęsnego boiska, nie miałam pojęcia, gdzie powinnam iść. Zaczęło już zmierzchać, przez co byłam lekko wystraszona. Jak ja mam się dostać do domu? Stanęłam w miejscu i zaczęłam głośno szlochać, chowając twarz w dłoniach. Nagle poczułam, jak ktoś mocno obejmuje mnie od tyłu. Nie wyrywałam się, doskonale znałam zapach perfum, który obezwładnił moje nozdrza. Szybko odwróciłam się w stronę chłopaka i mocno wtuliłam w jego pierś.
-Cii, nie płacz. Będzie dobrze, księżniczko. Obiecuję. -Kojąco pocierał moje plecy, huśtając nas to w lewą stronę, to w prawą. -Przepraszam. -Podniosłam głowę i posłałam mu blady uśmiech. Nie kłamał, kiedy mówił, że mu na mnie zależy. Obronił mnie przed Luke'iem i za mną pobiegł, kiedy mógł tak zwyczajnie odpuścić. Nie zrobił jednak tego. I to jest dowód. Blondyn otarł kciukiem łzy i pochylił się ku mnie.
-Teraz nikt nam nie przeszkodzi. -Wyszeptał przy moich ustach, zahaczając o nie. Po chwili poczułam jego słodkie wargi. Zamknęłam oczy, wplatając palce w jego bujne włosy. Całował delikatnie, jakby się bał, że ucieknę. Przygryzł moją dolną wargę, prosząc o wejście. Uśmiechnęłam się, lekko uchylając usta. Nasze języki zaczęły toczyć wojnę o dominację. To było wspaniałe. Jestem pewna, że nigdy nie zapomnę tak wspaniałej chwili. Ja chyba naprawdę go kocham.
***
Bardzo przepraszam za to, że dopiero teraz dodaję rozdział. Nie było mnie w domu cały dzień, niedawno wróciłam i musiałam się kłócić z bratem o laptopa. Starałam się szybko dokończyć, ale tak, żeby miało to sens. Mam nadzieję, że nie sknociłam aż tak bardzo. Przepraszam ;C xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz