-Wejdziesz? -Spytałam, gdy Niall zatrzymał samochód pod moim domem.
-To na pewno dobry pomysł? Wiesz, Matt... -Odparł niepewnie.
-Mam go gdzieś. Nie będzie mi wybierał towarzystwa. No chyba, że się go boisz... W takim razie, cofam pytanie. -Zaczęłam, prowokacyjnie.
-Pff, chyba śnisz. -Blondyn zgasił silnik i wyszedł z samochodu. Po chwili znalazł się przy drzwiach z mojej strony i pomógł mi wysiąść.
-Jak wyglądam? -Spytałam, gdy stanęliśmy przed drzwiami. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i szeroko się uśmiechnął.
-Pięknie. Zresztą jak zawsze -Oznajmił, obejmując mnie. Wywróciłam oczami.
-Chodzi mi o to, czy widać, że płakałam albo coś.
-Nic nie widać, jest idealnie. -Zachichotałam, a on splótł razem nasze palce. Przekroczyliśmy próg i skierowaliśmy się w stronę salonu.
-Wróciłam! -Zatrzymałam się na chwilę, zaskoczona. Henry i mama nie byli sami. I nie mam tu na myśli Matt'a, czy jego kolegów. W pokoju, na kanapie siedziała matka mojego ojczyma oraz jego bracia z żonami i dziećmi. Mężczyzna ma dwóch młodszych braci, którzy mają kolejno trójkę oraz czwórkę dzieci. Dwie nastolatki, jedna piętnasto, druga czternastoletnia. Dwóch nastolatków, trzynasto i szesnastolatka oraz trójkę chłopców, bliźniaków, w wieku Justina.
-Dzień dobry. -Mruknął Niall. Widać, że czuł się niezręcznie. Oczy mojej "rodziny" skierowały się w naszą stronę. Mocniej ścisnęłam jego dłoń, denerwując się z niewiadomych przyczyn.
-Um, to jest Niall, a to moja mama i ojczym. -Chłopak uścisnął dłoń Henry'ego i Ann, drugą uparcie trzymając moją.
-Witaj, Niall. To jest moja matka, bracia, ich żony i dzieci. -Mężczyzna wskazywał wszystkich po kolei, na co blondyn kiwał głową i przyjaźnie się uśmiechał.
-To my pójdziemy do mnie. -Mruknęłam, ciągnąc go w stronę schodów.
-Miło było państwa poznać. -Dodał i ruszył za mną.
-To było żenujące. -Westchnęłam, gdy weszliśmy do mojego pokoju, rzucając się na łóżko.
-Przesadzasz. -Mruknął, kładąc się obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę i dałam mu krótkiego całusa w nos, na co zachichotał i oddał mi tym samym.
-Ciekawe, na ile zostają. -Wplotłam palce w jego włosy i zaczęłam nieśmiało je przeczesywać. -Ty malujesz włosy? -Palnęłam, uważnie się im przyglądając. Przy skórze widniały niewielkie, ciemne odrosty.
-Coś w tym złego? -Spytał niepewnie.
-Nie. -Od razu zaprzeczyłam. -Po prostu nie zauważyłam tego wcześniej. -Uśmiechnęłam się. -To całkiem słodkie.
-Eyy, ja nie jestem słodki! -Zaprotestował, przyciągając mnie do siebie.
-To w takim razie jaki jesteś nie-słodki panie Horan, hmm? -Spytałam, unosząc brwi.
-Masz do wyboru męski, seksowny albo ewentualnie wspaniały, czy coś w tym stylu. -Odarł, śmiesznie poruszając brwiami. Zaczęłam się śmiać, na co on je zmarszczył. Na jego czole pojawiły się zmarszczki, przez co wyglądał cholernie uroczo.
-Seksowny, męski i wspaniały powiadasz? -Przytaknął. -Jakoś nie zauważyłam. -Po chwili zaczęłam zwijać się ze śmiechu, przez Horan'a, który bez ostrzeżenia zaczął mnie łaskotać. Leżałam na materacu, wijąc się i krztusząc własną śliną, podczas gdy on się nade mną nachylał.
-Prze-przestań. -Popatrzyłam na niego oczami szczeniaczka, na Paul'a zawsze działało.
-Najpierw przyznaj, że jestem seksowny. -Odparł, na chwilę zaprzestając "tortur".
-Jesteś najseksowniejszy na całym świecie! -Odpowiedziałam, słodko się uśmiechając.
-Tak ma być. -Wymruczał, lekko muskając moje usta swoimi. Momentalnie poczułam dreszcze przechodzące przez moje ciało i motylki w żołądku. Przygryzłam wargę, tonąc w jego oceanowych oczach.
-Nie rób tego. -Szepnął. Przekrzywiłam głowę, nie rozumiejąc, co ma na myśli. -Nie przygryzaj wargi. -Uwolniłam ją spomiędzy zębów.
-Dlaczego?
-To cholernie rozpraszające. Nie mogę się skupić, gdy to robisz. -Stwierdził, bawiąc się kosmykiem moich włosów. Przygryzłam wargę ponownie, uśmiechając się chytrze. Chłopak jęknął i pochylił się nade mną tak, że prawie na mnie leżał.
-Ronnie... -Wymruczał, opierając swoje czoło o moje. -Prowokujesz mnie. -Zrobiłam minę niewiniątka, nie wypuszczając wargi. Westchnął i złączył nasze usta. Pogłębiłam pocałunek, obejmując jego szyję. Chłopak złapał w zęby moją wargę i lekko ją przygryzł, na co się zaśmiałam. Nie rozchylałam jednak ust, aby mógł włożyć swój język do mojej buzi, chciałam się trochę podroczyć. Chłopak wydał z siebie cichy jęk, gdy przeniosłam dłonie na jego włosy i lekko pociągnęłam ich końcówki. Zdaje się, że to lubi. Zaśmiałam się w jego usta, delikatnie go od siebie odsuwając.
-Tylko tyle? -Jęknął, patrząc mi prosto w oczy. Dałam mu małego buziaka w brodę i zepchnęłam go z siebie.
-Powinieneś już iść. Jest późno, a jutro szkoła.
-Okay. -Mruknął, podnosząc się. Wyciągnął ku mnie rękę, którą od razu chwyciłam. -Cieszę się, że nie jesteś łatwa. -Stwierdził, muskając mój policzek. Zeszliśmy na dół.
-Do widzenia. -Pożegnał się grzecznie. -Do jutra. -Zamruczał w moją stronę. Zachichotałam, podnosząc głowę, aby spotkać jego wzrok.
-Pa. -Dałam mu buziaka w policzek, a on posyłając mi ostatni uśmiech, wyszedł.
-To twój chłopak? -Zapytał wujek Mark.
-Tak jakby. -Mruknęłam, wzruszając ramionami. -Do kiedy zostajecie?
-Wyjeżdżamy w niedzielę wieczorem. -Odparła Emily, jego córka. Czternastoletnia blondynka, która bardzo uważnie przyglądała się Niall'owi, kiedy weszliśmy. O nie, ty mała suko. On jest MÓJ. Czyżby? Przecież tak naprawdę nie jesteśmy razem... Nie, nie wątp w niego, Ronn. Jest twój i już.
-Skąd go znasz? -Zagaiła Suzan, jej starsza siostra.
-Ze szkoły.
-Jest w twoim wieku? Wygląda starzej -Stwierdziła blondynka.
-Jest starszy, ma dziewiętnaście lat. -Odparłam, niby to od niechcenia. Tak naprawdę nerwy brały nade mną górę. Ta głupia małpa, Emily bardzo lubiła zarywać do moich i Suz chłopaków. Taka gówniara. Ugh! -Jestem zmęczona, idę spać. -Rzuciłam, kierując się ku schodom.
*
Przepraszam za spóźnienie. -Mruknęłam, przekraczając próg klasy. Było już dziesięć minut po dzwonku. Pani od matematyki zmierzyła mnie morderczym wzrokiem. Cóż, znowu się spóźniłam. Ale to nie moja wina, że budzik nie zadzwonił. Chociaż gdybym go ustawiła, to pewnie wykonałby swoje zadanie. Czyli to jednak jest moja wina. Nieważne.
-Panno Anderson, będziesz łaskawa wyjawić, co jest powodem twojego kolejnego spóźnienia? -Spytała, krzyżując ręce na piersi.
-Zaspałam.
-Sądzę, że gdybyś chodziła spać o odpowiedniej porze, nie byłoby problemu. Jeszcze jedno spóźnienie i tydzień kozy. - Zamruczałam coś pod nosem i poszłam do ławki.
-Cześć, mała. -Przywitał mnie przyjaźnie Harry.
-Cześć. -Odpowiedziałam, uśmiechając się. -Jak tam?
-W porządku. Niall cię wczoraj dogonił? Pobiegł za tobą.
-Tak. Tak jakby się pogodziliśmy. -Na myśl o wczorajszym wieczorze poczułam przyjemne dreszcze, biegnące wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Tak jakby?
-No wiesz, tak właściwie nie byliśmy pokłóceni. Uciekłam, bo poczułam się jak przedmiot. Jak zwykła rzecz, o której posiadanie kłóci dwoje ludzi. -Wzruszyłam ramionami, przepisując równanie z tablicy.
-Nie jest tak. Jemu na tobie zależy, to widać. -Uśmiechnął się, ukazując dołeczki. Ten chłopak jest naprawdę słodki.
-Masz dziewczynę? -Wypaliłam bez namysłu. Wpadłam na pewien pomysł. Chłopak dziwnie na mnie popatrzył, chwilę się zastanawiając. Widać, że zaskoczyło go moje pytanie.
-Nie, ale przecież ty i Niall...
-Nie chodzi o mnie. -Zaśmiałam się. Kąciki jego ust również uniosły się ku górze. -Jesteś bardzo przystojny i już zdążyłam cię polubić, ale miałam na myśli siebie. Kojarzysz moją przyjaciółkę? Jade. Jade Thirlwall.
-Córkę dyrektora? Tą w czerwonych włosach? -Spytał dla pewności. Pokiwałam głową. -No tak, wiem która to.
-Świetnie. Uważasz, że jest ładna?
-Pewnie, ale czemu pytasz? -Patrzył na mnie zdezorientowany.
-No bo wiesz, ona też jest sama. Znając życie słyszałeś, o jej podbojach i łamaniu serc chłopakom. -Kiwnął głową. -Ale w głębi duszy to dobra dziewczyna. Chce się zakochać, ale się boi. Może się z nią umówisz? -Patrzyłam na niego z nadzieją w oczach. Nie znam go długo, ale uważam, że to dobry chłopak. Do tego lubi koty, a Jade ma na ich punkcie obsesję. Już mają wspólny temat. Nie wiem, co mi odwaliło, żeby mu to zaproponować, przecież jak ona się dowie, to zginę śmiercią tragiczną. Ale może dzięki mnie powstanie wielka miłość? Mam taką nadzieję.
-Skąd ten pomysł, Ronnie? -Spytał, śmiejąc się. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się w stronę Niall'a, który przyglądał się nam z rozbawieniem. Czyżby słyszał naszą rozmowę? W sumie, to całkiem możliwe. Przecież zajmuje ławkę obok.
-Sama nie wiem. Tak jakoś. Po protu wpadło mi to do głowy. Nie myśl, że jestem jakąś wariatką, czy coś. Nie zmuszam cię. -Odparłam, powracając do pierwotnej pozycji z głową skierowaną do tablicy.
-Spokojnie. Tak szczerze, to podoba mi się twój pomysł. -Odparł, ukazując szereg białych zębów.
-Wiedziałam! -Nieświadomie wydarłam się na całą salę. Oczy wszystkich skierowały się na mnie. Po chwili w sali rozbrzmiał się gromki śmiech uczniów. Speszona spuściłam wzrok na moje splecione ze sobą palce, które w tym momencie wydawały się bardzo ciekawe.
-Tak, Anderson, my też wiedzieliśmy, że nie jesteś normalna. -Westchnęła nauczycielka, wywołując jeszcze większy śmiech. Pochyliłam się jeszcze niżej, aby zakryć włosami rumieńce, oblewające moją twarz.
*
-Nie uwierzycie, co się stało! -Wybuchła Jade, siadając z nami przy stoliku. Nareszcie nadeszła pora lunch'u, co oznacza, że jeszcze jedna lekcja i wreszcie dom.
-Co takiego? -Spytałam, udając zaskoczoną. doskonale jednak wiedziałam, że chodzi o Harry'ego.
-Nigdy nie zgadniecie, kto się ze mną umówił!
-Kto? -Spytała zaciekawiona Dani.
-Harry Styles! -Zagruchała. Wiedziałam.
-Gratulacje, bejbe! -Perrie przybiła z nią piątkę. Dziwne, przecież ostatnio były pokłócone. Mniejsza, pewnie już wszystko sobie wyjaśniły.
-A jak tam z panem Malikiem? -Spytała Eleanor, popijając sok.
-Um, dobrze. Jest bardzo fajny. A ty i Louis? -Odparła blondynka.
-Dał mi swój numer. -Odpowiedziała cicho i oblała się rumieńcem. Wow nie sądziłam, że wszystkie tak szybko znajdą chłopaków.
-Aww patrzcie! Romeo naszej Veronicy! -Odwróciłam głowę i nawiązałam kontakt wzrokowy z Niall'em.
***
Z samego rana wzięłam się za rozdział, aby pojawił się dzisiaj, bo potem nie miałabym czasu. Kolejny może jeszcze dziś, ale raczej jutro ^^ Nie wiem, czy zdążę ;P xx
dzisiaj ! <3 plooose *.*
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń