-Harry zaprosił mnie na imprezę. -Usłyszałam melodyjny głos mojej przyjaciółki w słuchawce telefonu.
-Mamo, to też mam wziąć? -Spytałam, machając w stronę kobiety paczuszką, w której znajdował się ser żółty. Pokiwała głową, znikając między ludźmi. -To gdzie ta impreza? -Odeszłam od miejsca z nabiałem i pokierowałam się do dość sporej kolejki, budującej się we wnętrzu supermarketu.
-U niego w domu, podobno będzie mnóstwo ludzi. Mówił, że mam was wziąć ze sobą, bo chłopaki też tam będą. -Mówiła, podniecona.
-Yhym, no okay. To o której tam jedziemy? -Spytałam, przepychając się przez wyraźnie niezadowolonych moim zachowaniem ludzi, dołączając do mojej rodzicielki. Wrzuciłam ser na taśmę, obok innych produktów i odgarnęłam włosy, opadające mi na oczy.
-Bądź gotowa na dziewiętnastej. Przyjdziemy z dziewczynami do ciebie i przejedziemy się na piechotę. Nie ma sensu zamawiać taksówki albo prosić o podwózkę. To jest niedaleko, około dwudziestu minut od twojego domu. -Tłumaczyła, rozemocjonowana. Zachichotałam potakując, po czym przerwałam połączenie.
*
Ding dong! Była za pięć siódma, gdy w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Ostatni raz spoglądając w lustro, zeszłam na dół, chwytając po drodze telefon i klucze. Krótkie szorty z podwyższonym stanem, ledwo zasłaniające pupę świetnie prezentowały się w zestawieniu z koronkową bluzeczką na ramiączkach. Otworzyłam drzwi i przywitałam się z przyjaciółkami, zarzucając na ramiona jeansową kurtkę.
-Wychodzę! -Krzyknęłam.
-Wróć najpóźniej o trzeciej! -Odkrzyknęła mama, kiedy wychodziłyśmy.
-To będzie świetne! Ciekawe do czego dojdzie między mną, a Harry'm. -Piszczała czerwonowłosa, niemal podskakując.
-Ty tylko o jednym. -Mruknęła z niezadowoleniem Dani.
-Przestańcie. -Wtrąciła się Pezz, obejmując je obie ramionami. Drogę pokonałyśmy w dwadzieścia minut, jak mówiła Jade. Przed drzwiami chwilę się przekomarzałyśmy, kto ma zapukać, aż padło na mnie. Podeszłam bliżej i stuknęłam kilkakrotnie w drewnianą powierzchnię. Już na podwórku dało się słyszeć głośną muzykę, więc nie byłam pewna, czy ktoś usłyszał moją wcześniejszą czynność. Ku mojemu zdziwieniu, po chwili drzwi się otworzyły, a nam ukazał się Liam.
-Cześć dziewczyny, właźcie. -Odsunął się, robiąc nam miejsce, abyśmy weszły do środka. Gdy przekroczyłam próg zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Krótkie spodenki w połowie września nie były dobrym pomysłem, ale cóż poradzić. Chciałam wyglądać seksownie. Zaczęłam się przepychać pomiędzy ludźmi, którzy już zdążyli się rozkręcić. Tańczyli, pili, ćpali... Próbowałam wzrokiem odszukać Niall'a, który zapewnił mnie, że też tu będzie, jednak nigdzie nie mogłam znaleźć jego blond czupryny. Minęło kilka minut i nic. W końcu zrezygnowana opadłam na kanapę. Może jeszcze go nie ma? Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że za niedługo go spotkam. Zaczęłam się przyglądać przeróżnym wygibasom niektórych osób, które ludzie zwykli nazywać tańcem, gdy spotkałam wzrok nieznanego mi chłopaka. Miał nie więcej niż osiemnaście lat i był całkiem niczego sobie. Stał w kącie pokoju, popijając jakiegoś drinka i uważnie lustrując mnie wzrokiem. Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał czarne włosy i chyba szaro-niebieskie oczy, czego nie jestem pewna, gdyż dzieląca nas odległość nie pozwalała na określenie tej cechy. Był ubrany w luźny, biały T-shirt i czarne rurki. Odwróciłam głowę, przerywając nasz kontakt wzrokowy. Nie minęła minuta, jak poczułam, że ktoś zajmuje miejsce stanowczo zbyt blisko mnie. Popatrzyłam na jego uda, które stykały się z moimi.
-Czemu taka śliczna dziewczyna siedzi tu sama, zamiast wić się w seksownym tańcu na samym środku tego pokoju? -Spytał, łapiąc mój podbródek i odwracając tak, że nasze oczy się spotkały. Szybko odrzuciłam jego rękę, na co się zaśmiał.
-Nie jestem sama. -Mruknęłam, starając się odsunąć jak najdalej od nieznajomego, jednak zagłówek kanapy, znajdujący się kilka centymetrów ode mnie, nie pozwolił na zbyt wiele.
-Czyżby? -Spytał, unosząc brew. Kiwnęłam głową, patrząc w tłum. -Czyli mam rozumieć, że właśnie usiadłem na twoim niewidzialnym towarzyszu? -Zakpił, kładąc rękę na moim ramieniu, którą ponownie odrzuciłam. -Zatańczmy.
-Czekam na chłopaka. -Odparłam, posyłając mu zniechęcone spojrzenie.
-Chłopak nie zając, nie ucieknie. A poza tym, z tego co widzę, nie śpieszy mu się, żeby do ciebie dołączyć. Jego strata, ja bym cię nie opuścił nawet na krok, gdybyś była moja. -Wstał, pociągając mnie za sobą. Lekko się zachwiałam, gdyż kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji.
-Nie jestem i nie będę twoja. -Powiedziałam stanowczo, odsuwając się od niego.
-Jeszcze zobaczymy. Jestem pewien, że moje imię wykrzykiwane przez ciebie w łóżku brzmiałoby zabójczo. -Mruknął, kładąc ręce na moich pośladkach, po czym lekko je ścisnął. Pisnęłam, próbując się odsunąć, jednak mi to uniemożliwił.
-Puść mnie. -Warknęłam, szarpiąc się. Czy miałam z nim szansę? Na pewno nie. Przewyższał mnie budową ciała i wzrostem. Nie miałam najmniejszych szans, jednak chciałam mu udowodnić, że nade mną nie zapanuje.
-Jesteś seksowna, gdy się złościsz.
-Spieprzaj! -Wykrzyczałam, jednak mój głos został stłumiony, przez głośną muzykę.Zaczęłam się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu kogoś znajomego, kto mógłby mi w tej sytuacji pomóc. Nic. Zero. Ani jednej choć trochę znajomej twarzy. Niewiele myśląc, poderwałam jedno kolano do góry. Nieznajomy zgiął się wpół, jęcząc z bólu, jednocześnie wypuszczając mnie z żelaznego uścisku swoich ogromnych dłoni. Ominęłam go szybko i wtopiłam się w tłum szukając... Tak naprawdę kogokolwiek, kto mógłby mi zapewnić bezpieczeństwo. Dotarłam do kuchni, w której pełno było ućpanych chłopaków, jak i dziewczyn. Nie mając czego tu szukać, odwróciłam się na pięcie i na kogoś wpadłam. Otworzyłam szeroko oczy. To był ON. Ten, który przed chwilą zwijał się z bólu za sprawą mojego kopniaka. Chciałam się odsunąć, jednak złapał moją rękę i zaczął ciągnąć w nieznanym kierunku. Wyrywałam się i krzyczałam, jednak jego nijak to nie ruszało. Kiedy chłopak stanął na pierwszym schodku, poczułam, jak jakaś inna osoba ciągnie mnie do tyłu, wyrywając z uścisku nieznajomego. Odwróciłam się, aby zobaczyć, czy nie wpadłam z deszczu pod rynnę. Moim zielonym oczom ukazał się nie kto inny, jak Niall. Wypuściłam powietrze z płuc, wiedząc, że teraz już wszystko będzie dobrze. Blondyn owinął ręce wokół mojej talii, przyciągając mnie bliżej siebie.
-Niall? Do cholery! Jest moja, znalazłem ją pierwszy! -Jęknął z niezadowoleniem brunet. Zadrżałam, mocniej wtulając się w Horan'a. Więc oni się znają?
-Nie, Stan. Ona nie jest twoja. -Powiedział spokojnie, ale stanowczo. -To moja dziewczyna, więc łapy precz, jeśli łaska. -Dodał nieco chłodniej, mierząc go wzrokiem. Czy on właśnie powiedział, że jestem jego dziewczyną? Moje serce zabiło mocniej i poczułam przyjemne ciepło, rozlewające się po moim ciele.
-To twoja panna? Sorry stary, nie powiedziała mi.-Wzruszył ramionami, uśmiechając się. Tego było już za wiele? Czyli to moja wina, że chciał mi zrobić, Bóg wie co?!
-Wiesz, wybacz, że nie oznajmiam każdej napotkanej osobie, kto jest moim chłopakiem. -Poczułam nagły przypływ odwagi i adrenaliny. Przy Niall'u ten cały Stan nic mi nie zrobi, a muszę się jakoś zemścić za to, co chciał zrobić. Jeżeli nie mam innej koncepcji, pozostają mi tylko chamskie teksty. -Masz rację, to moja wina, że się do mnie przystawiałeś i gdyby nie Niall, to byś mnie zgwałcił. -Zakpiłam, na co brunet otworzył szerzej oczy ze zdziwienia moim zachowaniem. No tak, chwilę temu byłam bliska płaczu. -Jesteś obrzydliwy. Kontynuowałam. -Jak można być takim chujem i zgwałcić dziewczynę, hmm?!
-Ronnie, spokojnie. -Niall potarł lekko moje ramię. -On nigdy nie spotkał się z odmową. Jesteś pierwszą, która kazała mu spadać. Poza tym, gdyby cię dotknął, zabiłbym go. -Posłał Stan'owi znaczące spojrzenie, którego brunet najwyraźniej się wystraszył.
-Co nie zmienia faktu, że jest obleśny i to zwykły chuj. -Fuknęłam. Niall nadal mnie obejmując poprowadził mnie w stronę kanapy, z której niedawno uciekłam. Umiejscowił mnie na swoich kolanach i oparł głowę o moje ramię. Westchnęłam, opadając na niego całym moim ciałem i wtuliłam twarz w jego umięśniony tors.
-Nie pocałował cię ani nie... Dotknął, prawda? -Spytał, mierząc wzrokiem każdy milimetr mojej twarzy.
-Wiesz...
***
Nie wiem jakim cudem, ale jest! Jeszce dziś! Miłego czytania! Kolejny oczywiście jutro :D Jeśli już tu jesteś, zostaw komentarz ^^ xx
dobrze że wreszcie dodałaś ;3
OdpowiedzUsuń