poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 21

Za jakie grzechy? Serio, za jakie? Czy zrobiłam w moim życiu coś aż tak złego, żeby skazywać mnie na dwa dni tortur? Wolałabym już chłostę. Tak. Chłosta. To byłoby o wiele przyjemniejsze. Jestem tego pewna.
Te dni zleciały mi cholernie szybko w towarzystwie Niall'a. Co rano przyjeżdżał po mnie i zawoził do szkoły. Na przerwach byliśmy nierozłączni. Po zakończonych zajęciach blondyn zabierał mnie w różne miejsca i robiliśmy jakieś szalone rzeczy albo po prostu siedzieliśmy u niego w domu, przed telewizorem. Ale oczywiście, ja w weekend muszę jechać do Los Angeles, do wujka Mark'a. No bo przecież to lepsze, niż czas spędzony z chłopakiem lub przyjaciółkami. Pff, z pewnością.
-Vero, idziemy do restauracji na obiad, masz się przygotować. -Do "mojego" pokoju weszła bez pukania mała zdzira, którą niektórzy nazywają Emily. Boże, odkąd pamiętam mówi do mnie "Vero", co to w ogóle za zdrobnienie? Już wolałabym, żeby mnie zwyzywała. Nienawidzę, gdy ktoś tak do mnie mówi. Ugh! Nienawidzę tej małej, wrednej, podłej, dwulicowej szmaty!
-Zejdę za pół godziny. -Rzuciłam, nadal patrząc na zdjęcie moje i Nialler'a. Ach, mogłabym się w ten obrazek wpatrywać do końca wyjazdu, robiąc sobie przerwy jedynie na toaletę. Taki też miałam zamiar, ale oczywiście! Przecież dzisiaj jest dzień POKRZYŻUJ PLANY VERONICE. Prychnęłam pod nosem i podeszłam do lustra. Wygrzebałam z walizki szczotkę do włosów i rozczesałam splątane pasma. Jakoś nie miałam czasu, a tym bardziej ochoty, żeby się rozpakować. Przebrałam się w to  i poprawiłam delikatnie makijaż. Nie chciało mi się jeszcze schodzić na dół, więc postanowiłam napisać do Niall'a.

Do; Niall ;*

Cześć, przystojniaku :) Masz jakiś alternatywny sposób na śmierć? Preferowałabym coś szybkiego, jakieś pomysły? xx

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Od; Niall ;*

Jest aż tak źle, śliczna? Zawsze mogę po ciebie przyjechać i cię porwać :) Jakieś niewolnicze zajęcie ci wymyślili? xx
PS tobie nie wolno umrzeć, skarbie. Nie mógłbym wtedy żyć, za bardzo cię kocham, więc więcej tak nie mów, księżniczko :*

Daję słowo, że czytając to, poczułam łzy w oczach. Miałam cholerne szczęście, że to akurat mnie obdarzył uczuciem. A przecież mógł mieć każdą. Wszystkie, dosłownie wszystkie śliniły się na jego widok, co mnie wcale nie dziwi. Zamrugałam kilkakrotnie, aby się nie rozpłakać i nie rozmazać tuszu.

Do; Niall ;*

Niewolnicze zajęcie, powiadasz? Owszem, idziemy na obiad, wszyscy razem ;/
PS też cię kocham. Jak jeszcze nigdy nikogo xx

Od; Niall ;*

Muszę kończyć. Lou przyszedł. Do zobaczenia, księżniczko. Kocham cię xx

-Veronica! Jesteś już gotowa? -Usłyszałam nawoływanie cioci Loli. Uhg, miejmy już ten cyrk za sobą. Zeszłam po schodach i weszłam do przedpokoju. Uśmiechnęłam się zwycięsko, widząc, że z naszej trójki, czyli mnie, Emily i Suzan, to ja wyglądałam najlepiej. Próżność? Może. Ale przyznaję, nie sądziłam, iż będę tak dobrze wyglądać w sukience. Sama z siebie bym jej oczywiście nie założyła. To spóźniony prezent od wujka na moje urodziny. A mama zmusiła mnie do włożenia jej dzisiaj.
-Chodźmy już. -Ponaglił Henry. Wyszliśmy i wpakowaliśmy się w dwa samochody. Ja jechałam z rodzicami, Matt'em i Suzan, gdy ciocia z wujkiem, Emily, Austin'em i Mike'm zajmowali drugie auto. Na cholerę im tyle tych dzieci? Na miejscu byliśmy po kilkunastu minutach. Zwykła, nie za droga restauracja. Nic specjalnego. Z tej całej dzieciarni wydawałam się najstarsza, nie licząc oczywiście mojego brata. Cieszyło mnie to. Lubiłam czuć tą wyższość nad Em. Weszliśmy do budynku. Wnętrze również nie zachwycało ekstrawagancją. Cóż poradzić. Rozejrzałam się po sali i zorientowałam się, że męska część gości w restauracji mi się przygląda. Trochę się zestresowałam, ale kopnęłam się mentalnie w tyłek i moja pewność siebie wróciła. Dumnym krokiem, z podniesioną głową, pokonałam drogę do stolika. Zajęłam miejsce i wzięłam menu do ręki. Wszyscy szybko i sprawnie złożyliśmy zamówienia. Chwilę później kelnerka wróciła z posiłkami.
-Idę do łazienki. -Mruknęłam, gdy już skończyłam jeść. Weszłam do białego pomieszczenia i stanęłam przed lustrem. Boże, to miejsce kojarzyło mi się z psychiatrykiem. Jedynie drzwi były brązowe, co oczywiście kompletnie nie pasowało, gdyż przez to tworzył się zbyt duży kontrast. Umyłam ręce i przeczesałam włosy palcami. Miałam dość tego dnia, tego weekendu. Bądźmy szczerzy, to nie jest moja ani mojej mamy rodzina. To są krewni Henry'ego i Matt'a, którzy nie zajmują ważnego miejsca w moim życiu. Skończyłam siedemnaście lat, więc powinni mi pozwolić zostać samej w domu. Ale nie, po co? Przecież tak jest o wiele zabawniej. Szkoda, że nie dla mnie. No, ale chociaż Emily świetnie się bawi moim kosztem. Zajebiście. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie i gwałtownie się odwróciłam.
-Cześć, kochanie. -Zamrugałam kilkakrotnie, rejestrując to, co się właśnie działo. Przede mną stał... Stan. Kumpel Niall'a. To on dobierał się do mnie na imprezie Harry'ego. Ale moment, przecież Horan wyraźnie mu powiedział, że jestem jego dziewczyną, więc nie ma się czego bać, prawda?
-Um, cześć... Stan?
-Trafiłaś, skarbie. -Uśmiechnął się tak jakoś... Złowieszczo? Zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja ani drgnęłam. Nawet gdybym chciała się odsunąć, nie miałabym jak. Mój tyłek był praktycznie przyklejony do umywalki.
-Jesteś jeszcze z Niall'em, czy już się chłopak znudził? -Stanął dosłownie krok ode mnie.
-Muszę cię zawieść. Jeszcze się nie znudził. -Prychnęłam, chcąc go wyminąć. Miałam po dziurki w nosie jego zachowania. Co on sobie, do cholery wyobraża? Chłopak złapał mnie za przedramiona i wepchnął w ścianę. Odbiłam się od niej z głośnym plaskiem.
-Odpierdol się! -Warknęłam.
-Spokojnie, skarbie. Nic ci nie zrobię. Nie teraz, bynajmniej. -Jego przenikliwy wzrok palił moją skórę. A palce coraz mocniej zaciskały się na moich ramionach. -Spotkamy się jeszcze, w San Diego, rzecz jasna. Wtedy będziesz moja, tylko i wyłącznie moja. -Zniżył głos do szeptu, pochylając się nad moim uchem. -Radzę ci siedzieć cicho, bo któraś z twoich przyjaciółeczek może ucierpieć przez twój długi język. Eleanor? A może Danielle? Hmm? -Otworzyłam szeroko oczy, a moje wargi zaczęły drżeć. Czy on grozi moim dziewczyną? Nie, niech grozi mi, nie im! I skąd on kurwa wie, z kim ja się przyjaźnię?! -Wiem o tobie znacznie więcej, kochanie. -Dodał, jakby czytając mi w myślach i najzwyczajniej w świecie wyszedł. Potarłam obolałą skórę i jęknęłam. Będą siniaki. Na sto procent. Już widać zaczerwienienia. Odkleiłam się od ściany wyszłam, próbując się opanować.

*Poniedziałek*

-Coś ty taka cicha, Ronnie? -Podniosłam głowę i spojrzałam pytająco na Harry'ego. Byłam zamyślona. Dzisiaj pierwsza matematyka, a ja prawie się spóźniłam, więc nie rozmawiałam jeszcze z Niall'em. Może to i lepiej? Sama nie wiem. Cholernie się boję tego psychopaty, Stan'a, ale z drugiej strony nie mogę przecież nikomu o nim powiedzieć! Jestem w dupie. Kurwa.
-Hmm? Co?
-Pytam, czemu się nie odzywasz. To do ciebie niepodobne. -Zgryzłam wargę, wzruszając ramionami. Wymamrotałam pod nosem coś w stylu "nie wyspałam się", ale nie jestem pewna, czy Styles to usłyszał. Sama ledwie zrozumiałam swój bełkot. Chłopak jednak zauważył, że nie mam ochoty na rozmowę i dał mi spokój. Do końca lekcji nie odezwał się ani słowem. Chciało mi się płakać. Czułam się taka zagubiona i bezbronna. Przecież gdyby Stan mnie zaatakował nie poradziłabym sobie. To byłoby niemożliwe. Westchnęłam zrezygnowana. Może on tylko chciał mnie nastraszyć i więcej go nie zobaczę? Mam nadzieję. Moje rozmyślania przerwał dzwonek, oznajmiający przerwę. Wstałam i szybko wyszłam z klasy. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Zatrzymałam się przy szafce. Odłożyłam zbędne książki i wzięłam te potrzebne. Trzasnęłam mocno drzwiami, co wywołało głośny huk. Zwinęłam dłoń w pięść i z całej siły przypieprzyłam nią w powierzchnię szafki.
-Kurwa! -Wrzasnęłam, gdy z moich kostek poleciała krew. Piekło niemiłosiernie.
-Gorszy dzień, hmm? -Odwróciłam się i spotkałam zaciekawioną twarz Tomlinson'a.
-Bywało lepiej. -Rzuciłam machając ręką w powietrzu, jakby to miało mi pomóc.
-Więc? Co jest? I nie mów, że nic, bo ci nie uwierzę. -Brunet skrzyżował ręce na klatce piersiowej i uniósł wyczekująco brwi. I co ja mam teraz zrobić?
-Um, no... Yy... Nieważne. -Wybełkotałam. -A jak z El? -Postanowiłam zmienić temat. Nie lubię kłamać, więc lepiej uniknąć odpowiedzi. Chłopak uśmiechnął się.
-Dobrze. Ona jest... Lubię ją. -Uniosłam kąciki ust. -Ale nie zapomniałem o moim pytaniu.
-Daj spokój, Lou. Mam niewielki problem i tyle.

*Wieczór*

-Przestań na mnie krzyczeć. -Jęknęłam do blondyna, który już od kilku minut podnosił na mnie głos.
-Jak mam przestać?! Unikasz mnie cały dzień, nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na sms'y...
-Przecież teraz odebrałam. -Przerwałam mu w połowie zdania.
-Za setnym razem? Powiedz mi co się dzieje albo zaraz będę pod twoim domem. -Nakazał, na co przewróciłam oczami. Nie mogę mu powiedzieć.
-Nie ma mnie w domu. -Mruknęłam, spodziewając się jego reakcji.
-Co?! -Ryknął jak furiat. Aż musiałam odsunąć telefon od ucha, żeby słuchu nie stracić. -Czy ty wiesz, która jest godzina?!
-Tak, Niall, wiem. Zasiedziałam się u Jade. Nie dramatyzuj, nic mi nie będzie. Za kilka minut dojdę do domu. -Zapewniałam z nadzieją, że się uspokoi.
-Jak nic ci nie będzie?! Jest ciemno, a ty łazisz sama po dworze. Myślisz, że to problem, zgwałcić cię albo zabić?! -Jak zwykle, przesadza. Może i istniało zagrożenie ze strony Stan'a, o którym nikt, prócz mnie nie wiedział, ale było małe prawdopodobieństwo, iż on się tu znajdzie. Nie mam w dupie jakiegoś nadajnika, czy czegoś, więc skąd miałby wiedzieć gdzie teraz jestem?
-Podaj ulicę, będę za chwilę.
-Co? Nie, Niall...
-Podaj ulicę. -Warknął. Zdenerwowałam go. Westchnęłam i ostatecznie zrobiłam to, co kazał. Rozłączył się, a ja oparłam się o ścianę jakiegoś budynku. Może i panująca ciemność była upiorna, ale on przesadzał. Jest nadopiekuńczy. Stałam tam, gapiąc się przed siebie, gdy zauważyłam, że grupka jakiś typów mi się przygląda. O kurwa. Owa grupka ruszyła w moją stronę, jednak nim potencjalni napastnicy zdążyli podejść, przede mną z piskiem opon zatrzymał się samochód mojego blondynka. W duchu dziękowałam mu, za tą jego upartość. Chłopak stanął na przeciwko mnie. Był wyraźnie wkurzony. Para niemal leciała mu z uszu. Zgryzłam wargę i rzuciłam się w jego ramiona. Oplotłam go mocno w pasie, głowę chowając w zagłębieniu jego szyi. Nic. Zero reakcji. Chyba powinnam się cieszyć, że mnie nie odepchnął.
-Przepraszam. -Zaczęłam szlochać. Byłam już tym wszystkim zmęczona. Nie dość, że miałam na głowię tą chorą sytuację ze Stan'em, to jeszcze Niall był na mnie zły. Słysząc mój płacz, blondyn zmiękł i oplótł mnie ramionami, bardzo mocno przyciskając moje drobne ciało do swojego. Brakowało mi tchu, ale to nie było ważne. Liczyło się tylko to, że czułam się bezpieczna. W jego ramionach.
-Cii, nie płacz, księżniczko. -Cmoknął czubek mojej głowy i bujał nas na boki, aby mnie uspokoić. Podniosłam głowę, nadal przylegając do niego całą sobą i spojrzałam w jego oczy. Był przejęty i zmartwiony. Bał się o mnie.
-Mogę dzisiaj nocować u ciebie? -Spytałam słabym głosem. -Proszę.
-Dobrze. -Westchnął i zaprowadził mnie do auta. Drogę pokonaliśmy w ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. Biłam się z myślami. Cholernie chciałam mu powiedzieć o tym całym zajściu w LA.
-Jesteśmy. -Mruknął, wychodząc. Otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Weszliśmy do jego przytulnego mieszkania i od razu skierowaliśmy się do jego pokoju.
-Masz. -Wręczył mi szary T-shirt i bokserki. -Pogadamy jutro, jest już późno. Leć się umyć, ja skorzystam z drugiej łazienki. -Pokiwałam głową, lekko się uśmiechając. -Kocham cię. -Szepnął, muskając ustami mój policzek.
-Ja ciebie też. Najbardziej na świecie. -Wzięłam prysznic i w ciągu kilku minut wróciłam do pokoju chłopaka, ubrana w jego ciuchy. Horan siedział na łóżku w samych dresach. Zgasiłam światło i podeszłam do niego. Położyliśmy się, opatulając szczelnie kołdrą. Blondyn objął mnie w talii przyciągając do siebie. Wtuliłam się w jego tors i splątałam nasze nogi ze sobą. W ten sposób mogłabym zasypiać już do końca życia. W tym tkwiła ta magia. Przy nim zapominałam o wszystkim. Był moim narkotykiem, na niego nie było lekarstwa. Nic, żaden odwyk nie wyleczy mojego nałogu. Z jednej, prostej przyczyny. Ja tego nie chcę. Chcę być z nim, zawsze.

4 komentarze:

  1. Jejku super ;)) czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. jak słodko <3 kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  3. aww Niall jaki słodziak ;D czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. swietne normalnie! ;)

    OdpowiedzUsuń