wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 22

-Czemu chłopaków nie ma dziś w szkole? -Spytała El, gdy jadłyśmy lunch.
-Um, musieli coś załatwić. Nie wiem konkretnie co, Niall nie chciał mi nic powiedzieć. -Odparłam, grzebiąc widelcem w moim "obiedzie". Boże, to przecież wygląda, jakby kucharka tam narzygała. Fuj. Odechciało mi się jeść. Odsunęłam od siebie talerz i wzięłam łyka wody, mentalnie zabijając kobietę, która przygotowała mój posiłek.
-Właśnie, twoja mama wczoraj do mnie dzwoniła. Powiedziałam jej, że zasnęłaś, i że zostaniesz na noc.
-Dzięki, Jade. Pewnie miałabym przesrane, gdyby nie ty. -Uśmiechnęłam się do niej ciepło.
-Byłaś u Niall'a, no nie? -Kiwnęłam głową, ziewając. -Dobra, chodźcie na lekcję. -Ruszyłyśmy do sali fizycznej, znajdującej się na drugim piętrze. Weszłyśmy równo z dzwonkiem i zajęłyśmy miejsca. To był jedyny przedmiot, który wszystkie mamy razem. Tak, to powód, dla którego lubię fizykę.
Dziś rano zostałam obudzona przez Horan'a, który mnie poinformował, iż muszę się pośpieszyć, bo inaczej będę musiała sama się przetransportować do szkoły. Stwierdził, że porozmawiamy jutro, gdyż dzisiaj jest strasznie zajęty. Czym? Pojęcia nie mam. Za chiny nie chciał mi powiedzieć co i gdzie będzie robił. Dowiedziałam się tylko tyle, że ani jego, ani chłopaków nie będzie w szkole. Co oni znowu knują? Ech, wiem, że to nie moja sprawa, ale jestem ciekawska. Nic nie poradzę.
Siedziałam, gapiąc się tępo w tablicę, aż zabrzęczał dzwonek. Wolność. Nareszcie! Wstałam i razem z dziewczynami skierowałam się do wyjścia z sali, a potem ze szkoły.
-Spotkamy się dziś? Może jakieś zakupy? -Zaproponowała Pezz.
Wszystkie się zgodziłyśmy. Umówiłyśmy się w centrum o osiemnastej. Pożegnałam się z przyjaciółkami i wróciłam do domu. Zrzuciłam z siebie ubrania blondyna i weszłam pod prysznic. Przygotowałam się do wyjścia a potem wzięłam się za lekcje. Wpół do osiemnastej postanowiłam przebrać się z dresu i wyjść. Założyłam to i zeszłam na dół.
-Ronn?
-Co? -Zatrzymałam się i wysłałam bratu zniechęcone spojrzenie. Jeszcze nie zapomniałam tego, jak mnie ostatnio urządził.
-Mam prośbę. -Prychnęłam pod nosem. Teraz, jak czegoś chce, to umie być miły? Pff.
-Słucham. -Skrzyżowałam ręce na piersi i uniosłam brwi. Ciekawe, co ma mi do powiedzenia.
-Bo dzisiaj są wyścigi, a ja nie mogę iść. Obiecałem Lily, że przyjdę na obiad do jej rodziców. -Tłumaczył, drapiąc się po głowie. Aww, czyżby się zawstydził? Ha. I tak gówno mnie to obchodzi.
-I co w związku z tym? -Zapytałam znudzona, oglądając moje paznokcie
-Musze jakoś powiedzieć chłopakom, że mnie nie będzie.
-To do nich zadzwoń? -Rzuciłam kąśliwie, chcąc go zdenerwować. Dupa, zero reakcji na moje chamstwo. To serio musi być ważne, skoro nadal jest miły.
-Nie odbierają. Proszę cię, idź tam i im powiedz.
-Co? Ha, ha. Pojebało cię? -Stałam na przed nim i śmiałam mu się prosto w twarz. Wspaniałe uczucie.
-Błagam cię. Będę miał poważne kłopoty, jeśli się nie dowiedzą. -Jęczał, posyłając mi proszące spojrzenie.
-Zawsze mówiłeś, że mam tam sama nie chodzić, bo to niebezpieczne. A teraz co? Twój tyłek jest ważniejszy? -Syknęłam. Teraz to poważnie mnie zdenerwował.
-Jeżeli ktoś cię będzie zaczepiał, powiedz, że jesteś moją siostrą albo, że Horan to twój chłopak, nikt cię nie tknie. Błagam, zrób to dla mnie. Przysięgam, że już nigdy nie podniosę na ciebie ręki, proszę!
Nie wiem jakim cudem, ale się zgodziłam. Zadzwoniłam do dziewczyn i poinformowałam je, że się nie zjawię. Na miejsce tych cholernych, a na dodatek nielegalnych, wyścigów musiałam iść piechotą. Po godzinnym spacerku dotarłam. Boże, a mogłam odmówić i szaleć na zakupach z przyjaciółkami! Ale nie, ja zawsze muszę sobie jakoś urozmaicić dzień! Całą drogę sobie wmawiałam, że to, iż się zgodziłam, wcale nie zależało od tego, że miałam nadzieję zobaczyć Niall'a. Stek bzdur. Nie chciał powiedzieć gdzie idzie, więc oczywistym było, że będzie robił coś nielegalnego. Do tego Matt kazał mi powiedzieć, że jestem z Horan'em i wtedy będę bezpieczna. Przypadek? Nie sądzę.
Przeszłam przez stary magazyn i znalazłam się na miejscu. Tak, jak zawsze - mnóstwo ludzi, samochody, dziwki, krzyki i zakłady. Byłam tu już milion razy w ostatnie wakacje. Pilotowałam Paul'owi albo po prostu oglądałam z chłopakami wyścigi. Zaczęłam przedzierać się przez tłum i próbowałam odnaleźć wzrokiem któregoś z kumpli brata. Nic. Zero. Gówno. Miliony nieznajomych twarzy. Matko boska, jak te dziewczyny są ubrane! Jesień, ja marznę w kurtce, a te paradują w samych stanikach i jeansowych miniówach, Boże!
-Cześć. -Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś dzieciaka. Całkiem ładny chłopak, ale na bank nie ma nawet szesnastu lat.
Oliver Mills
-Cześć? -Odpowiedziałam, nieco zdezorientowana. -Znamy się?
-Nie, ale wyglądasz na mocno skołowaną. Jestem Oliver. Może pomóc? -Wyciągnął do mnie rękę, przyjaźnie się uśmiechając.
-Veronica. -Uścisnęłam dłoń chłopaka, odwzajemniając uśmiech. -Właściwie, to mógłbyś pomóc. -Wyraźnie się ożywił, słysząc moje słowa. -Szukam Paul'a Stone'a albo któregoś z jego kolegów.
-Chodź, zaprowadzę cię. -Chwycił mój nadgarstek i zaczęliśmy się przedzierać pomiędzy ludźmi. -To twój chłopak? Powinien cię bardziej pilnować. Tu nie jest zbyt bezpiecznie.
-Co? Nie, to nie mój chłopak! -Krzyknęłam, aby brunet mógł mnie usłyszeć. Cholernie tu głośno. -To... Kolega. -Wyjaśniłam.
-Ach... Mimo wszystko, nie powinno cię tu być. Ktoś może cię skrzywdzić. -Dzieciak ma rację, nie raz widziałam jak ktoś się tu bił lub szarpał jakieś dziewczyny.
-Ciebie raczej też nie powinno tu być. Ile ty masz w ogóle lat? -Zapytałam, gdy na chwilę przystanęliśmy.
-Piętnaście. -Odparł, jak gdyby nigdy nic. Ha, wiedziałam, że jest młody! -Bywam tu co wieczór, robię zakłady.
-Serio? Byłam tu dużo razy, ale zakłady zawsze przyjmował ktoś inny. Bob, chyba.
Jason Bailey
-Facet nie żyje od miesiąca. -Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Wspominałam, że tu niebezpiecznie? To powtórzę jeszcze raz. Tu jest cholernie niebezpiecznie. -O, patrz! Tam jest Jason. -Wskazał palcem na chłopaka stojącego przy mocno czerwonym, sportowym aucie.
-Dzięki. -Uśmiechnęłam się do Oliver'a i podbiegłam w kierunku grupki chłopaków. Złapałam osiemnastolatka za ramię i odwróciłam go w moją stronę.
-Ronnie?! Co ty tu kurwa robisz?! Gdzie Matt?! -Zaczął wrzeszczeć, ale nie po to, żebym go słyszała, wkurzył się.
-Weź się uspokój. -Rzuciłam znudzona. -Matt dzisiaj nie przyjdzie, nie odbieraliście telefonów, a on nie mógł przyjść i sam wam tego powiedzieć, więc przysłał mnie.
Jared Parker
-Dobra, sorry, Ronn. Ja pierdolę, ale z niego idiota. Jest już ciemno, a ty latasz sama w takie miejsca. -Zaczął nerwowo przeczesywać włosy.
-Nic mi nie jest. -Mruknęłam. -Ej, Jason, mogę o coś zapytać?
-Huh? -Oparł się o samochód, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
-Jest tu też Niall?
-Tak, Jared będzie się z nim ścigał.
-Um, dzięki. -Rzuciłam i odeszłam. Wpadłam na pomysł, żeby go poszukać, ale nie byłam pewna, czy się nie zdenerwuję. Cóż, trudno się mówi. Ponownie przedzierałam się przez ludzi, gdy ktoś złapał mój nadgarstek i wepchnął mnie w ścianę. Gardło podeszło mi do gardła, gdy zobaczyłam twarz Stan'a.

                                                                           ***

Cóż, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, postanowiłam wprowadzić małe zmiany. Między innymi gify w trakcie rozdziału. Wdziałam to na innych blogach, które czytam i mi się spodobało. Mam nadzieję, że wam też xx

4 komentarze:

  1. boszee stan!! niech niall jej pomoze jej sie nie moze nic stac!! Zajebistę <33 ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedy kolejny?? nie mogę się doczeka, mam nadzieję że Stan nic jej nie zrobi :))

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się coś wydaje, że pomoże jej Oliver...

    OdpowiedzUsuń