piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 24

Wysłałam blondynowi sms'a z dokładnymi informacjami o moim położeniu, które uzyskałam od ekspedientki. Spędziłam kolejne minuty stojąc i gapiąc się na klientów. Miałam wrażenie, że głowa mi zaraz odpadnie. Matko Boska, co on mi wczoraj dał? Właśnie, Stan. Co z nim? Chyba mnie nie szuka... Nie, to stanowczo niemożliwe. Przecież wbiłam mu nożyczki w udo! I to dosyć głęboko... Kurwa, a jak mu się coś stało? Czy ja się o niego martwię? Nie, nie, nie. On jest zły. I to bardzo. Nie zasługuje na moje współczucie. Ale, cholera, no jestem człowiekiem i mam swoje słabości. Wyrzuty sumienia paliły mój mózg. Z jednej strony musiałam coś zrobić, aby się uwolnić, ale z drugiej, nie chciałam go skrzywdzić. Ale on za to chciał skrzywdzić mnie. Tak, należało mu się. Zdecydowanie.
-Hej, ty! -Odwróciłam gwałtownie głowę w stronę ciemnowłosej kobiety. Pani sprzedawczyni. -Muszę na chwilę zamknąć sklep. Mam coś do załatwienia. Ty też musisz wyjść. -Oznajmiła bez ogródek, mierząc mnie zimnym wzrokiem. Boże, kobieto, co ja ci zrobiłam? Zamruczałam coś pod nosem i opuściłam budynek. Stanęłam pod ścianą, o którą się oparłam i objęłam się ramionami. Kurwa, zimno mi. Niall, błagam cię, pośpiesz się! Od mojej rozmowy z Irlandczykiem minęła niecała godzina. Zabawne, że cały ten czas gapiłam się tępo w zegarek wiszący na ścianie. Czas tylko mi się przez to dłużył, ale cóż. Nie miałam innego zajęcia.
Amy Marshall
-Przepraszam. -Usłyszałam cieniutki, dziewczęcy głosik i poczułam, jak ktoś ciągnie rękaw mojej koszuli. Pochyliłam się i ujrzałam małą dziewczynkę. Zmarszczyłam brwi.
-Słucham? -Powiedziałam uprzejmie, kucając przy niej.
-Ty jesteś Veronica? -Otworzyłam usta, ale po chwili je zamknęłam. Skąd znała moje imię? Kto ją przysłał? Czego chciała?
-Um, nie. Chyba mnie z kimś pomyliłaś. -Mruknęłam i spojrzałam na gołe ramiona dziecka. -Nie jest ci zimno? -Tak, zmiana tematu to będzie to.
-Troszkę tak. Szkoda, że nie jesteś Veronica. Wujek Stan powiedział, że jak ją znajdę to kupi mi cukierki. -Zasmuciła się. Wujek Stan? Ja pierdolę... Boże, Niall pośpiesz się! Krzyczałam w duchu i czułam się jeszcze bardziej zdenerwowana. Czyli ten kutas mnie szuka. Poczułam, że mi słabo. Dlaczego? Nie wiem. Może to świadomość, że nadal jestem tu sama, a on w każdej chwili może tu być? Może to z bólu? Z zimna? Z głodu?
-Weź moją koszulę, skarbie. -Rozpięłam powoli ubranie i zarzuciłam dziewczynce na ramiona. Uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie i wyciągnęła rękę.
-Jestem Amy. -Uścisnęłam jej malutką dłoń i odwzajemniłam uśmiech, który raczej wyglądał jak grymas, ale starałam się. -A ty? Jak masz na imię?
-Maggie. -Palnęłam pierwsze, co mi do głowy przyszło. Kurwa, zamarznę zaraz. Wiatr wiał jak szalony, a ja zostałam w samej bokserce.
-A co ci się stało?
-Huh? -Złączyłam brwi, nie wiedząc o co jej chodzi.
-Masz limo. -Amy wskazała na moje prawe oko.
-Och. -Powędrowałam dłonią we wskazane miejsce i się skrzywiłam. Bolało. -Nic takiego. Zwykły wypadek. -Odparłam wymijająco. -Uśmiechnięta dziewczynka pokiwała głową i oznajmiła, iż musi już iść. Chciała oddać mi koszulę, co byłoby cudowne, ale się nie zgodziłam. W końcu to dziecko, co jak się przeziębi? Taka stara dupa, jak ja sobie poradzi. Pożegnałam Amy i ponownie oparłam się o ścianę. No gdzie ten Niall...

*Oczami Niall'a*

Kurwa, kurwa, kurwa! Że też teraz mi się to musiało przydarzyć!
-Jesteś bezużyteczny i chujowy! -Krzyknąłem, kopiąc w oponę mojego auta. Cholerny szajs zepsuł się kilka kilometrów od Nashville. Czy ja muszę mieć takiego pecha?! Przecież jej się może coś stać! Jest tam sama i liczy się każda sekunda. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Tommo.
-Cześć, stary. I jak? Znalazłeś ją? -Zapytał chłopak. No tak, nie mówiłem nikomu, że do mnie dzwoniła i gdzie jestem. Rozdzieliliśmy się z chłopakami i jeździliśmy po całym mieście, szukając mojej księżniczki. Chyba się zabiję, jeśli ktoś ją skrzywdzi. Ale przedtem zabiję tego, kto to zrobi.
-Wiesz, jest taka sprawa... Jestem siedem kilometrów od Nasville. -Oznajmiłem.
-Co? Po co? Przecież mieliśmy szukać Ronnie. -Tomlinson wydawał się być mocno skołowany.
-Dzwoniła do mnie, z jakiegoś obcego numeru. Mówiłam, że jest tam, dała mi konkretny adres. Jest w jakimś sklepie. Ale ja  nie o tym. Samochód mi się zepsuł. -Mówiłem w pośpiechu, oddalając się od auta. -Wyślę ci sms'em adres, ok? Przyjedziesz po nas? Ja pójdę piechotą. Muszę ją jak najszybciej zobaczyć.
-Tak, pewnie Nialler. Już wyjeżdżam, wezmę ze sobą kilku chłopaków, tak na wszelki wypadek. -Rozłączyłem się i pośpiesznie wysłałem przyjacielowi adres. Boże, proszę, niech będzie cała, błagam. Wiem, że nie jestem dobrym człowiekiem, ale ją kocham. Ochroń ją. Modlitwa? Możliwe. Zresztą, nieważne. Zrobię wszystko, co chociaż potencjalnie mogłoby jej pomóc.

                                                               ***
Witajcie ;) wiem, że rozdział jest krótki, nie wnosi niczego nowego i trzeba było długo na niego czekać. Cóż... Tak naprawdę, to nie mam nic na swoją obronę. Nie było mnie w domu, a jak już byłam, to mi się nie chciało ;c jeżeli następna część nie pojawi się do niedzieli, to znaczy, że dodam ją dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. Przepraszam.
OMB (OH MY BIEBER) JUŻ PRAWIE TYSIĄC SZEŚĆSET WYŚWIETLEŃ! ;OO
DZIĘKUJĘ WAM! ♥

1 komentarz: