środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 3

-Ronnie, obudź się! -Doszedł do mnie stłumiony krzyk ojczyma. Nie kontaktowałam za dobrze, więc olałam jego bełkot i zakryłam głowę poduszką. Spałam tylko kilka godzin, nie ma opcji, abym dziś wstała.
-Veronica! Bo wyważę drzwi! -Grr, daj mi spokój człowieku. Uderzył w nie pięścią. -Powinnaś przestać zamykać się na klucz!
-Jezu, dobra! Wstaję! Ugh! -Wrzasnęłam, wściekła. Wstałam z łóżka, wzięłam jeansowe szorty, koszulkę z napisem "fuck this shit" i poszłam do łazienki. Ubrałam się, umyłam i umalowałam. Włosy spięłam w kok. Zeszłam do kuchni, kierowana zapachem jajecznicy. Usiadłam i zaczęłam pochłaniać jedzenie. Krępowało mnie nachalne spojrzenie Matt'a. Gdyby tylko wzrok mógł zabijać... Gwarantuję, że byłabym martwa. Podczas nakładania dokładki, zaczęłam się zastanawiać, co Henry robi w domu.
-Co ty właściwie tu robisz? Przecież miałeś wrócić dopiero jutro. -Rzuciłam popijając sok.
-Facet się rozmyślił. -Powiedział zmartwiony.
-Przykro mi. -Potarłam pocieszająco jego ramię i wstałam. Założyłam vansy, pobiegłam umyć zęby i ruszyłam do szkoły.  Na jej terenie znalazłam się w kilkanaście minut.
-Cześć, laski! -Krzyknęłam podchodząc do przyjaciółek. Odpowiedziały chórem. -Jak tam? -Zapytałam, gdy już stałyśmy przy szafkach.
-Cudownie! Mówię wam, wyrwę tego nowego! -Oznajmiła Jade. -O, to on! -Wrzasnęła, pokazując palcem w lewą stronę. -Matko! Jest boski! -Odwróciłam się i doznałam szoku. Z grupką dość popularnych chłopaków stał wysoki blondyn w niebieskiej koszulce z jakimś nadrukiem. Na głowie miał full cap'a, do tego rurki i buty nike. O kurwa. To ten ten chłopak z wczoraj! Niall, czy jak mu tam. Po co ja w ogóle zapamiętywałam jego imię? Idiotka. Chłopak zorientował się, że na niego patrzymy i posłał nam uśmiech. Jade była w niebie. Dziewczyny zaczęły chichotać, kiedy zapytał o coś kolegów, a oni również na nas spojrzeli. Jezu... Uderzyłam się otwartą dłonią w twarz i oparłam głowę o szafki. Na pewno mnie pamiętał. Nie sądzę, żeby na co noc spotykał inną dziewczynę i zabierał ją do szpitala. Miałam nadzieję, że nie będę miała już z nim styczności. Irytuje mnie ta jego bezczelność. Po minucie znajomości, położył łapy na moim tyłku. Coś tu jest nie tak. Westchnęłam i wyjęłam batona z torebki. Zaczęłam go jeść w szybkim tempie.
-Ej, Ronnie, co jest? -Zapytała El, głaszcząc moje ramię.
-Nic. Po prostu... -Rozejrzałam się nerwowo w poszukiwaniu wymówki. Nie zamierzałam chwalić się dziewczynom moją wczorajszą przygodą. W oczy rzucił mi się Paul. Patrzył na mnie.-Po prostu Paul się na mnie gapi. To wkurzające. -Jestem mistrzem. Nie lubię kłamać, ale w sumie to nie kłamstwo. On na mnie patrzy i to jest wkurzające.
-Powinien odpuścić. Przecież ty i tak do niego nie wrócisz. -Rzuciła Pezz, mierząc chłopaka wzrokiem. Dryń! Świetnie, angielski z panią Wood. Przecież to taka wspaniała kobieta, która wcale nie pała do mnie czystą nienawiścią. Po raz kolejny sarkazm. Chyba go nadużywam. Zerkając ostatni raz w stronę Niall'a i chłopaków, z którymi stał, był to między innymi Louis Tomlinson, w którym Eleanor się podkochuje, ruszyłam do klasy. Frustrujące było to, że oni nadal się na mnie gapili. Zresztą, co mnie to obchodzi. Weszłam do sali, zajmując miejsce w ostatniej ławce. Niestety żadna z dziewczyn nie chodziła ze mną na ten przedmiot, więc siedziałam sama.
-Anderson. -Podniosłam głowę. -Mam nadzieję, że w tym roku szkolnym twoje zachowanie ulegnie poprawie. To, że twoje oceny w zeszłym roku były bardzo dobre, nie znaczy, iż w tym również takie będą. Osobiście dopilnuję, abyś miała zajęcie w domu. Wiem, jak uwielbiasz dodatkowe prace domowe. -Rzekła wlepiając we mnie lodowate spojrzenie. Jezu Chryste! Pierwszy dzień szkoły, a ja już mam mieć dodatkowe prace domowe?! Przecież ja nic nie zrobiłam! No dobra, może i w pierwszej klasie do najgrzeczniejszych nie należałam, no ale w tym roku chciałam się poprawić.
-Co?! -Wrzasnęłam, jak wariatka. -Przecież ja nawet nie zdążyłam nic zrobić! Jest pierwsza lekcja, pierwszego dnia szkoły. To nie jest normalne, że na wejściu mam dostać dodatkowe prace domowe! -Jęknęłam, w desperacji. Przysięgam, ta kobieta jest nienormalna.
-Nie radziłabym ci pyskować. No chyba, że masz ochotę na tydzień kozy. -Splunęła. Zrobiłam minę typu "bitch, please". Co ja jej zrobiłam?
-Ja nie pyskuję. Pani ma jakieś problemy i wiecznie się na mnie wyżywa. Nic nie zrobiłam, a pani się na mnie uwzięła -Mówiłam, broniąc się.
-Wstań! -Zaskrzeczała swoim nieprzyjemnym głosem. Zrobiłam co kazała. -A teraz grzecznie pomaszerujesz do pana Brown'a i zostaniesz z nim do końca lekcji. Nie chcę cie widzieć. -Wrzasnęła. Ona chyba potrzebuje pomocy specjalisty. Wywróciłam oczami, biorąc torbę i wyszłam. Pan Brown, to mój wychowawca. Nie będzie zachwycony moim widokiem. Ruszyłam do klasy z numerem 69. Nie, nie jestem dziwna i nie wykułam na pamięć jego planu lekcji, on jest zawsze w tej samej sali. Puk, puk. Przekroczyłam próg, a moim oczom ukazała się sala biologiczna. Jezu, czemu Paul musi mieć akurat teraz biologię? Matko, jeszcze ten Niall.
-Do diabła, Anderson! Poważnie? Jest pierwszy dzień szkoły, a ty już zostałaś do mnie przysłana? -Zapytał rozkładając ręce. Uczniowie się zaśmiali. Wśród nauczycieli nie miałam zbyt dobrej opinii. Zazwyczaj wywalali mnie z sali, jak miałam jakąś lekcję z Jade. Ona gadała, jak popieprzona, a ja miałam przesrane. Ech...
-Też się cieszę, że pana widzę. -Wyszczerzyłam się do niego sztucznie.
-Dobry Boże, dziewczyno, co z ciebie wyrośnie... -Mówił zrezygnowany. -Co tym razem zrobiłaś?
-Nic. -Mruknęłam.
-Zawsze tak mówisz. -Zauważył.
-Nie moja wina, że pani od angielskiego mnie nie znosi. Ledwo zajęłam miejsce, a ona dała mi dodatkową pracę domową! To nie jest normalne, ona się na mnie uwzięła i tyle. -Fuknęłam, nerwowo poprawiając grzywkę. Boże, Paul, przestań się na mnie gapić!
-Dobrze, wracaj do sali i powiedz, że dostałaś uwagę, czy coś. -Machnął ręką. -A co do tych prac domowych, to porozmawiam z nią.
-Tyle, że pani Wood powiedziała, iż mam nie pokazywać się jej na oczy. -Odparłam znudzona.
-Ech, w porządku. Zostaniesz tu do końca lekcji. Ale jeżeli dzisiejszego dnia trafisz do mnie jeszcze raz, sam dam ci dodatkową pracę domową, zrozumiano? -Przytaknęłam. -A teraz usiądź. Masz do wyboru miejsce obok Paul'a albo nowego kolegi, Niall'a. -Mówił wiercąc mi dziurę w twarzy. Boże, widzisz, a nie grzmisz! No i gdzie ja mam, do cholery, usiąść?!
-A nie mogę postać? -Moje pytanie wywołało chichot w klasie.
-Nie. -Powiedział ostro.
-Dlaczego? -Brzmiałam błagalnie.
-Niby czemu nie chcesz usiąść, z którymś z nich? -Zapytał, z taką miną, jakby chciał mnie zabić.
-Whatever. -Mruknęłam, kierując się do ławki, gdzie siedział Niall. To będzie niezręczne. Mimo wszystko jest dużo lepszy, od Paul'a, uwierzcie. Tamten nie może pojąć, że nasz związek to przeszłość i niemal mnie prześladuje! Zajęłam miejsce obok blondyna, odsuwając się na sam brzeg ławki. Nie zwracając na niego najmniejszej uwagi, położyłam głowę na stole i zamknęłam oczy. Zmęczenie zaczęło dawać się we znaki.
-Jakie miłe spotkanie. -Rzucił rozbawionym tonem.
-Yep. -Mruknęłam. Chłopak lekko się do mnie przysunął.
-Wiesz, sądzę, że powinnaś mi podziękować. -Stwierdził, bawiąc się kosmykiem moich włosów.
-Całkiem możliwe. -Odparłam, podnosząc się do pozycji siedzącej. W ten sposób zmusiłam chłopaka, aby zostawił moje włosy w spokoju.
-Anderson, Horan, do cholery! -Nauczyciel niemal wykrzyczał nasze nazwiska. Odwróciłam się w jego stronę. -Rozmowę dokończycie na przerwie, bądź poza szkołą. Nie interesuje mnie to. Ale na mojej lekcji ma być cicho! -Pokiwałam posłusznie głową. -A, właśnie. Ty i Calder będziecie chodzić na matematykę z trzecioklasistami. Pani Jones stwierdziła, że materiał z drugiej klasy będzie dla was zbyt łatwy.
-Oczywiście. -Mruknęłam. Wreszcie zadzwonił dzwonek. Wyszłam szybko z klasy i skierowałam się do mojej szafki. Zgarnęłam książkę do historii i ruszyłam pod salę. Mam ja akurat z Eleanor, więc przekażę jej "świetne" wieści. Historia, jak i kilka kolejnych lekcji, minęły szybko. Nadszedł czas lunchu. Nareszcie coś przyjemnego. Stanęłam w kolejce, szukając wzrokiem dziewczyn. Zauważyłam je, siedzące przy stoliku, pod oknem. Nagle ktoś szturchnął lekko moje ramię.
-Paul? -Wykrztusiłam zaskoczona.
-Nie odpisałaś na sms'a. -Oznajmił. Widać, że był smutny.
-Słuchaj... Nigdy nie chciałam cię zranić. Tak po prostu wyszło. -Mówiłam, unikając jego spojrzenia. -Chciałabym, żebyś wiedział, że nadal możemy być przyjaciółmi, jak kiedyś. -Dodałam, nakładając sałatkę na talerz. Chłopak mruknął ciche "okay" i odszedł. Chyba zrozumiał, że nie zmienię zdania. Mam przynajmniej taką nadzieję. Chciałam już odejść, ale prawie na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę. Niall. Hmm déjà vu? Zdecydowanie.
-I jak? Czujesz się już lepiej? -Zapytał, posyłając mi uśmiech. Pokiwałam głową, mijając go.
-Na pewno? -Chłopak poszedł w moje ślady. Szliśmy przez stołówkę ramię w ramię. Przyglądał mi się uważnie, jakby chciał mieć pewność, że nie kłamię.
-Tak. -Rzuciłam. -Znaczy żebra bolą mnie nadal, ale to nic takiego. Rano wzięłam leki i jest dobrze. Poradzę sobie. -Dokończyłam.
-Wiesz, sądzę, że nie powinnaś wychodzić z domu tak późno. -Co go to obchodzi? -Może ci się coś stać.
-Niall, to moja sprawa, gdzie i o której się wybieram. Nie powinno cię to interesować. -Odpowiedziałam spokojnie.
-Nie unoś się. -Zachichotał. Ach, przecież ja jestem taka śmieszna. -Poważnie, nie wychodź późno z domu. Rozumiesz? -Niechętnie pokiwałam głową. Uśmiechnął się.-Muszę już iść, spotkamy się później, księżniczko. -Wyszczerzył się i odszedł. Szybko się otrząsnęłam i siadłam przy stoliku.
-Co to było?! -Wrzasnęła czerwonowłosa. Wpakowałam do ust sałatkę, wzruszając ramionami.
-To znaczy? -Zapytała rozbawiona Eleanor.
-Cóż, spotkałam go wczoraj... -I w ten sposób przerwa na lunch minęła mi na opowiadaniu moich szalonych przeżyć z panem Horan'em.
-To teraz w-f, chodźmy. -Rzuciła zniechęcona Jade. To był najbardziej znienawidzony przez nią przedmiot w tej szkole. Jedynie El miała szczęście, bo była zwolniona i to na całe trzy lata. Eyy, przecież ja też nie będę ćwiczyć. Yeahh! Dotarłyśmy do szatni. Dziewczyny zaczęły się przebierać. .
-Cholera! Zostawiłam w szafce zwolnienie. Zaraz wracam. -Wybiegłam z szatni, co wcale nie było dobrym pomysłem, bo poczułam ukłucie w klatce. Złapałam się za bolące miejsce i wzięłam kilka głębszych oddechów. Podreptałam spokojnie w stronę korytarza. Wzięłam karteczkę z nieczytelnym pismem lekarza i się odwróciłam. Na moje nieszczęście, odbiłam się od stojącego za mną, teraz już przede mną, blondyna i wpadłam w szafki. Trzeci raz! No co to, do cholery, ma być?!
-Auć? -Zadarłam głowę do góry, żeby mieć lepszy widok na jego twarz. Skubany, był o głowę ode mnie wyższy!
-Wybacz. -Zaśmiał się, robiąc krok w moją stronę, tak, że nasze ciała się stykały. -Krępujesz się? -Zapytał, a złośliwy uśmieszek wkradł się na jego usta.
-Nie. -Mruknęłam.
-A ja myślę, że tak. -Oparł dłonie o szafki, po moich obu stronach. Świetnie, brak sposobności do ucieczki.
-Nic o tobie nie wiem, więc nie ma nic zaskakującego w tym, że dziwnie się czuję, kiedy mnie dotykasz. -Stwierdziłam, marszcząc czoło.
-Niall Horan, dziewiętnaście lat. Miło mi. Teraz twoja kolej.
-Veronica Anderson, szesnaście lat. Niezręcznie mi. -To było bardzo, ale to bardzo dziwne. Chłopak położył ręce na moich biodrach, odsuwając mnie od szafek. Dłonie wsunął do tylnych kieszeni moich szortów. Wyjął mój telefon i zaczął coś stukać. Tak, genialna Ronnie schowała telefon do tylnej kieszeni. Wyczuj ten sarkazm. Próbowałam się wyrwać, ale chłopak przysunął się do mnie bliżej, napierając ciałem, a głowę oparł na moim ramieniu. Jedną ręką trzymał moje plecy, drugą nie przerywając klikania. Cudownie, unieruchomił mnie.
-Niall, puść mnie! -Wrzasnęłam. -I oddawaj telefon!
-Już. -Zaśmiał się i ponownie włożył mi telefon do kieszeni.
-Co tu się dzieję?! -Usłyszałam nieprzyjemny, ale znajomy głos. O Boże...

                                                                    ***
No, jest i trzeci rozdział :) Komentarzy nadal brak, jednak liczba wyświetleń się zwiększa, przez co żyje nadzieją, że ktoś jednak to czyta :D + Możliwe, że rozdział czwarty pojawi się dzisiaj, ale nie jestem pewna. Nie jest jeszcze gotowy i nie wiem, czy uda mi się go dziś dokończyć xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz