środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 4

Chłopak powoli zabrał swoje ręce z mojego ciała i stanął obok mnie. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednak nie było mi to dane.
-Anderson! Horan! -Krzyknęła kobieta. Jezu... Pani Wood patrzyła na mnie morderczym wzrokiem. To zdecydowanie nie będzie miłe. Spojrzałam na blondyna, którego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Przygryzłam wnętrze policzka, nerwowo bawiąc się palcami. Ja naprawdę nie mam ochoty na dodatkowe prace domowe z angielskiego i biologii.
-Tak, proszę pani? -Zapytał miło chłopak. Posłał jej jeden z tych swoich czarujących uśmiechów, które na mnie, rzecz jasna, nie działały.
-Co tu robicie? -Zapytała, spokojniej. Kurde, dobry jest! Do mnie nigdy tak miło się nie odezwała!
-Nic takiego. Spotkaliśmy się przez przypadek. Mnie pan trener wysłał po koszulki, a Veronica przyszła po zwolnienie, z tego co się orientuję. -Oboje skierowali wzrok w moją stronę. Przytaknęłam szybko.
-No dobrze, wierzę ci, Niall. Ale co do ciebie Anderson, to mam wątpliwości. Gdyby nie on, już dawno siedziałabyś w gabinecie dyrektora. -Moje oczy w tym momencie były tak szeroko otwarte, że prawie wyszły z orbit. Co on jej kurwa zrobił?! Przecież ona NIGDY dla NIKOGO nie była MIŁA. Może mam halucynacje albo inne schizy? Tak, to by wszystko wyjaśniało. Ponownie pokiwałam głową, a oni wymienili się uśmiechami. Kobieta odeszła, znikając w kolejnym korytarzu. .
-Jak ty to, kurwa zrobiłeś?! -Gapiłam się na niego z otwartą buzią. Zakładam, że wyglądałam bardzo głupio. Chłopak wzruszył ramionami.
-Jak widać żadna kobieta nie umie mi się oprzeć. -Stwierdził, ruszając brwiami w śmieszny sposób. Prychnęłam pod nosem. Ktoś tu ma chyba zbyt wysoką samoocenę. I nie, to wcale nie jestem ja.
-Żadna, z wyjątkiem mnie. -Zaznaczyłam, wymijając go. Nie zdążyłam jednak daleko zajść, gdyż zostałam złapana za nadgarstki i przyciągnięta do niego. Zadarłam głowę do góry i wysłałam mu wyczekujące spojrzenie. Przygryzłam wargę, tonąc w jego oczach. Chwila, moment. Ronnie, nie myślimy o nim w ten sposób. Karciłam się w myślach, powoli się otrząsając. -Co? -Palnęłam w końcu, gdy chłopak nie odezwał się ani słowem.
-Nic, nic. -Zaśmiał się. -Cholernie seksownie wyglądasz, kiedy przygryzasz wargę. -Szepnął, zbliżając się do mnie.
-Tak, jasne. -Wymamrotałam, uwalniając się z uścisku. -Cześć. -Rzuciłam, odchodząc. Krocząc po korytarzu, słyszałam jego, echem odbijający się, słodki śmiech. Co kurwa?! Słodki?! Poważnie, Ronnie?! Ugh! Potrząsnęłam energicznie głową, pozbywając się go z moich myśli.
Reszta dnia minęła szybko. Wychodząc ze szkoły, wywaliłam się na schodach.
-Auć! -Syknęłam, gładząc łokieć. Nie no, zajebiście!
-Wszystko w porządku? -Zapytał Paul wyciągając w moim kierunku rękę. Pokiwałam głową, podnosząc się z jego pomocą.
-Podwieźć cię? -W jego głosie wyczułam nadzieję. Ech...
-Pewnie. Dzięki. -Uśmiechnęłam się i poszłam za chłopakiem w kierunku czarnego Range Rover'a.
-Może wejdziesz? -Spytałam, gdy zaparkował pod moim domem. Zgodził się, wyraźnie zadowolony.
-Cześć wam. -Posłałam uśmiech mamie i ojczymowi.
-Dzień dobry państwu. -Przywitał się grzecznie chłopak.
-Oo, witaj, Paul. -Zagruchała moja mama. -Dawno cię tu nie było. -Tak dla jasności, ta kobieta wręcz ubóstwia mojego byłego chłopaka i śmiało mogę stwierdzić, że nasze rozstanie przeżyła gorzej, niż ja. Posłałam jej znaczące spojrzenie, aby sobie odpuściła. Wzruszyła ramionami i wysłała nas do mojego pokoju, bo podobno, musi mieć ciszę. Ech, co ja z nią mam.
-Wiesz... Naprawdę mi przykro przez to, co między nami zaszło. Nie chciałam cię skrzywdzić. Ja po prostu... Po prostu nie kocham cię w ten sposób. Jesteś dla mnie jak brat i chciałabym, żebyśmy się znowu przyjaźnili. Jak za starych, dobrych czasów. -Zakończyłam mój monolog, siadając na łóżku, gestem ręki zachęcając go, aby zrobił to samo. Jako chłopak, był perfekcyjny. Wierny, opiekuńczy, miły, kochany... Chyba zbyt perfekcyjny, jak dla mnie. Żałuję, że cierpi, ale czy lepiej byłoby go okłamywać i wmawiać mu, że go kocham, kiedy tak nie jest? Zdecydowanie nie.
-Rozumiem. Mimo, że kocham cię, jak dziewczynę, to też chcę, abyśmy byli przyjaciółmi. Jeżeli tylko to możesz mi zaoferować, niech będzie. To i tak dużo. -Posłał w moją stronę słaby uśmiech. Cholera, aż serce mi się kraje!
-Cieszę się. -Szepnęłam. Nie wiem, czy to, co powiedziałam, było stosowne. Nie jestem dobra w takich rozmowach.
-Dobra, ja już lecę, Ronnie. -Odprowadziłam chłopaka do drzwi i wróciłam do pokoju. Mój telefon zaczął wibrować. Wzięłam go do ręki i odblokowałam.
Od; Nieznany
Widziałem, jak wsiadasz ze Stone'm do samochodu... Wróciliście do siebie? Koledzy mówili, że byliście parą. Niall xx

Otworzyłam usta w niedowierzaniu. Musiałam wyglądać dość komicznie. Ale skąd on, do cholery, ma mój numer?! Chwila, wtedy na korytarzu, wziął mój telefon i coś klikał... Musiał do siebie zadzwonić albo wysłać sms'a! Fuck, że też wcześniej na to nie wpadłam! Pewnie dlatego, że byłam zszokowana zachowaniem pani Wood wobec niego.

Do; Niall
Nie, nie jesteśmy razem. Po prostu mnie odwiózł. Zresztą, to nie twój biznes, Horan :)

Zaśmiałam się i odłożyłam telefon. Mam jakieś dziwne wahania nastroju. Panie i panowie, chyba okres się zbliża. Whatever. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.

Od; Niall
Jak nie mój? Słodkich snów, księżniczko xx

Zachichotałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i po chwili byłam znowu w moim  pokoju, ubrana w czarną bokserkę i majtki ze SpongeBob'em. Matko, jaki ja mam tu burdel. Chyba pora posprzątać. Albo nie. Jutro.
Następnego dnia wstałam dość wcześnie, więc miałam sporo czasu. Wykonałam poranne czynności i w czarnych spodenkach z podwyższonym stanem oraz jeansową koszulą, bez rękawów, zeszłam do kuchni.   Zjadłam śniadanie i wyszłam. Na miejscu byłam po kilkunastu minutach. Pierwsze trzy lekcje minęły mi bardzo nudno, gdyż nie miałam ich z żadną z dziewczyn. Na matematyce zauważyłam, że Niall'a dziś nie ma. Z tego, co mówił Brown, wynikało, że będę miała z nim ten przedmiot. W domu byłam około piętnastej. W ten sposób minęły mi trzy kolejne dni. Blondyn nie pojawił się do końca tygodnia. Ciekawe dlaczego... Ugh, Veronica, przestań! Co cię on obchodzi?! A jednak...

                                                                ***
Trochę się namęczyłam, aby go dokończyć, no ale jest! :) Powodzenia w czytaniu xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz