Otworzyłam leniwie powieki, czując, jak ktoś szturcha moje ramię. Zamrugałam kilkakrotnie, przyzwyczajając się do światła, panującego w pokoju.
-Ronnie, wstawaj. -Wymamrotałam coś pod nosem odwracając się tyłem do mojej rodzicielki. -Veronica, spóźnisz się do szkoły, jak zaraz nie wstaniesz. -Dodała, zrzucając ze mnie kołdrę. Jęknęłam, czując chłód na ciele. Czemu weekend tak szybko się skończył? Chociaż z drugiej strony, to dobrze. Wreszcie będę mogła spotkać się z Niall'em, dla którego przez ostatnie dwa dni nie miałam czasu, gdyż musiałam siedzieć w domu z "rodziną".
-Dobra, już. -Mruknęłam, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Tylko się pośpiesz. A i jeszcze coś. Nie umawiaj się z nikim na przyszły weekend. W piątek po szkole jedziemy do Los Angeles do wujka Mark'a.
-Za co mnie tak nienawidzisz? -Bąknęłam, podchodząc do szafy. Mama westchnęła, kręcąc głową, po czym zniknęła za drzwiami. Podreptałam do łazienki, trzymając w ręce czystą bieliznę, białe leginsy w czarne paski oraz za dużą koszulkę z logo jakiegoś zespołu, której rękawy sięgały mi łokci. Cóż, mój styl nie jest zbyt schludny. Kiedy doprowadziłam się już do porządku, zeszłam do kuchni na śniadanie. Usiadłam na krześle, obok Henry'ego i zaczęłam spożywać kanapki z kremem czekoladowym.
-Podwieźć cię? -Spytał Matt pakując do buzi kromkę chleba. Nie mam pojęcia jak, ale pochłonął ją całą zaledwie jednym kęsem.
-Pewnie. -Odparłam, wstając. -Daj mi chwilę. -Pobiegłam do łazienki i umyłam zęby. Z pokoju zabrałam torbę i wróciłam na parter. Włożyłam białe convers'y i ruszyłam za bratem do jego auta.
-To prawda? -Zapytał, po chwili ciszy. Zmarszczyłam brwi i posłałam mu zdezorientowane spojrzenie. -Ty i Horan. Jesteście razem? -Może mi się tylko wydawało, ale czułam przejęcie w jego głosie. Czyżby się martwił? Po krótkim namyśle pokiwałam głową. -Ronn... To nie jest chłopak dla ciebie. -Powiedział stanowczo.
-To nie twoja sprawa. -Wymamrotałam, grzebiąc w torbie. Wyjęłam czarną frotkę do włosów i związałam luźnego koczka na czubku głowy. Przejechałam językiem po zaschniętych wargach, patrząc w lusterko. Przekrzywiłam głowę, uważnie przyglądając się mojej twarzy. Niewiele myśląc, wyjęłam z kosmetyczki znajdującej się w jednej z kieszonek mojej torebki, srebrny kolczyk, który od razu umiejscowiłam w wiązadełku pod językiem. Dziurka nie zdążyła jeszcze zarosnąć, więc nie odczułam żadnego bólu. Pozwoliłam sobie na to w moje piętnaste urodziny, bez wiedzy mamy oczywiście. Wyjęłam go kilka miesięcy temu, gdyż Paul'owi się "nie podobał".
-Jesteśmy. -Z zamyśleń wyrwał mnie Matt, który po naszej małej wymianie zdań, nie odezwał się już ani słowem. Wysiadłam, i ruszyłam w kierunku szkoły. Moim oczom rzucił się blondasek, rozmawiający z tą samą czarnowłosą dziewczyną, którą "pogoniłam" na piątkowej imprezie. Co ona tu robi? I dlaczego on z nią rozmawia?! Poczułam napływającą falę złości i kiedy już miałam do nich podejść, ktoś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam moje byłego chłopaka.
-Co jest, Paul? -Spytałam, próbując się uspokoić.
-Nic, tylko... Wyglądasz na zdenerwowaną. Coś się stało?
-Trochę się poprztykałam z Matt'em, to wszystko. -Westchnęłam. Nie zamierzałam się mu tłumaczyć.
-Okay. -Mruknął i odszedł. Patrzyłam na niego chwilę, kiedy poczułam, jak ktoś muska ustami moje ramię. Ciekawe kto to? Obkręciłam się i moim oczom ukazał się, w całej okazałości pan Horan. No kto by się spodziewał?
-Cześć, księżniczko. -Powiedział wesoło, pochylając się w moją stronę w celu złączenia naszych ust. Nie zdążył jednak, bo odwróciłam się na pięcie i dumnym krokiem zmierzałam do wejścia. Nie musiałam długo czekać, aż chłopak chwyci mój łokieć i z powrotem przyciągnie do siebie. Szybko zabrałam rękę i zrobiłam krok do tyłu, aby zachować między nami dystans. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i spojrzałam na niego spod uniesionych brwi.
-Co się stało? -Spytał zmieszany. Dopiero teraz zauważyłam, jak gorąco wygląda. Jeansowe rurki opinające jego zgrabne nogi, czarne supry, zwykła koszulka uwydatniająca jego mięśnie oraz, standardowy już u niego, full cap, z pod którego wyłaniały się blond włosy odstające na wszystkie strony. Tak, to zdecydowanie jest seksowne. Hey, hey, hey. Jesteś na niego zła, pamiętaj o tym. Potrząsnęłam głową, odwracając wzrok od jego ciała i skierowałam go na te niebieskie oczy.
-Nie, co ty. Nic się nie stało. Ja tak bez powodu mam ochotę dać ci w twarz. -Rzuciłam sarkastycznie, posyłając mu sztuczny uśmiech.
-Widziałaś, jak rozmawiam z Jenny, tak? -Spytał spokojnie, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło.
-Nie znam imienia tej suki i szczerze mam tą, jakże cenną informacje głęboko w dupie. Ale tak, widziałam, jak z nią rozmawiasz, chociaż obiecałeś, że jej więcej nie zobaczę. -Syknęłam, zaciskając pięści.
-Nie bądź na mnie zła. -Wymamrotał. -Ona zapisała się do naszej szkoły, po tym, jak dowiedziała się, gdzie zostałem przeniesiony. Kiedyś chodziliśmy do tej samej budy i z nią sypiałem. Po kilku tygodniach wymieniłem ją na nową dziwkę, ale ona nie odpuszcza. Chce, żebyśmy byli razem. -Wytłumaczył, zmniejszając dzielącą nas odległość.
-Czyli to zakochana w tobie wariatka? -Spytałam nieco łagodniej, gdy Niall położył głowę w zagłębieniu mojej szyi i objął mnie ramionami. Chłopak wymruczał potwierdzające "mhm" powodując wibracje na mojej skórze. Westchnęłam, kładąc dłonie na jego plecach.
-Przepraszam. -Powiedziałam, przyciskając twarz do jego torsu. Zrobiło mi się strasznie głupio, że tak niesłusznie go oskarżyłam.
-Nic się nie stało, księżniczko. -Oznajmił wesoło, wpijając się moje usta. Bez wahania odwzajemniłam pocałunek, uchylając lekko usta, po tym, jak chłopak przygryzł moją dolną wargę. Wplątałam palce w jego włosy, stając na palcach. Zdążyłam już zaakceptować fakt, że muszę to robić, aby dostać się do jego ust.
-Co masz pod językiem? -Spytał łapiąc mój podbródek, gdy już się od siebie oderwaliśmy. Wzruszyłam ramionami, otwierając usta i przyciskając język do podniebienia, ukazując metal. -Nie zauważyłem tego wcześniej. -Stwierdził, łącząc nasze usta i przejechał językiem po biżuterii znajdującej się w mojej buzi.
-Nie podoba ci się? -Zaczęłam zawiedziona. Ja naprawdę bardzo lubiłam to żelastwo pod językiem. Nie chciałam go ponownie zdejmować.
-Uważam, że to całkiem seksowne. Ciekawe urozmaicenie pocałunku. -Szepnął tuż przy moim uchu, zahaczając wargą o jego płatek. Zachichotałam i ramię w ramię, trzymając się za ręce, przekroczyliśmy próg szkoły.
*
Leżałam na jednej z ławek w parku niedaleko szkoły, trzymając głowę na kolanach Horan'a, który bawił się moimi włosami. Westchnęłam zadowolona, zaciągając się świeżym powietrzem. Lubię jesień. To dobra pora roku. Niektórzy ludzie dostają w tym okresie depresji, czy innych załamań psychicznych, jednak to jest zdecydowanie mój ulubiony czas w całym roku. Opadające liście, porywisty wiatr, burze... Przypomina mi to czas spędzany u dziadków na wsi, kiedy to karmiłam kury, jeździłam na koniach, pomagałam dziadkowi w polu... Piękne czasy. Szkoda, że odkąd zmarł tata, nie widziałam już jego rodziców i ani razu nie wróciłam do tej malowniczej wioski, w której spędzałam każde wakacje oraz dużo czasu w czasie roku szkolnego. Szczególnie w jesiennych miesiącach byłam tam częstym gościem.
-O czym myślisz? -Spytał blondyn aksamitnym, miękkim głosem.
-O moim tacie i jego rodzicach. -Przyznałam, podnosząc na niego wzrok. Chłopak był pochylony ku mojej twarzy i kreślił bliżej nieokreślone wzory na moich policzkach.
-Właśnie, gdzie jest twój tata? Twoja mama zostawiła go dla Henry'ego?
-Nie, to nie tak. Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam z rodzicami w LA. Mój tata był biznesmenem i często gdzieś wyjeżdżał, jednak starał się mieć dla nas czas. Raz bardzo śpieszył się do pracy, ale musiał zawieźć mnie do szkoły, bo mama była wtedy u babci. Ja, jak to dziecko, strasznie się ociągałam, przez co tata jechał bardzo szybko, łamiąc chyba wszystkie zasady ruchy drogowego. Prosiłam, żeby zwolnił, ale on ciągle powtarzał, że jest już spóźniony, nie słuchał mnie. W końcu zbliżyliśmy się do skrzyżowania. Zielone światło zmieniło kolor na pomarańczowe, jednak on się nie zatrzymał, sądził, że zdąży przed czerwonym. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo się mylił... -Poczułam piekące łzy pod powiekami, które po chwili znalazły się na moich policzkach. -Wjechało w nas sportowe auto, a dokładnie prosto w drzwi kierowcy. Tata umarł na miejscu, a ja obudziłam się w szpitalu, po tygodniu. Mój stan podobno był ciężki, ale tak naprawdę nic takiego mi się nie stało. To znaczy fizycznie nie... Psychicznie czułam się martwa. Stracić ojca w wieku, niespełna dziesięciu lat? Nie życzę tego nikomu, nawet najgorszemu wrogowi. -Zakończyłam moją opowieść, zachłannie zaciągając się powietrzem, aby jakoś się opanować. Niall wpatrywał się we mnie ze smutną, lekko zszokowaną miną. Po chwili jednak pochylił się, całując moje czoło i patrząc mi głęboko w oczy.
-Przykro mi. Nie sądziłem, że... Że kiedyś tak cierpiałaś. Na co dzień wydajesz się beztroska i radosna, jednocześnie tajemnicza i otoczona własnym światem. -Lekko się uśmiechnęłam, całując czubek jego nosa.
-Bo tak jest. Tęsknię za tatą, ale nie odczuwam takiego bólu, jak bezpośrednio po wypadku. Jak to mówią, każdy ma swój krzyż i trzeba go unieść. -Chłopak uniósł nieznacznie kąciki ust, głaszcząc moje rozpuszczone, za jego sprawą, włosy.
-Trzeba się zbierać. Na pewno jesteś głodna. -Poinstruował, podnosząc mnie do pozycji siedzącej. Westchnęłam niezadowolona, mrucząc pod nosem. -Odprowadzić cię?
-Tak. -Pisnęłam radośnie, na co się zaśmiał. Splótł razem nasze palce i w takim wydaniu opuściliśmy park.
*
-Do jutra, księżniczko. -Wymruczał, obejmując mnie.
-Do jutra. -Powtórzyłam, biorąc w dłonie jego policzki, po czym delikatnie ucałowałam kącik jego ust, na co blondyn się uśmiechnął. Dał mi krótkiego całusa w usta i odszedł. Pomachałam mu i weszłam przez furtkę na podwórko. Zauważyłam Matt'a i jego kolegów, którzy siedzieli w ogrodzie z jakimiś dziewczynami. Świetnie. Posłałam im zniechęcone spojrzenie i ruszyłam w kierunku drzwi.
-Nieładnie. -Rzuciła kpiąco blondynka, siedząca obok Jared'a. Zatrzymałam się w pół kroku i zmierzyłam ją wzrokiem. -Tak bez żadnych skrupułów iść do konkurencji. -Ciągnęła, sztucznie się uśmiechając. -Lepiej wyglądałaś z Paul'em.
-Pieprz się, Lily. -Prychnęłam, lekceważąco.
-Ronnie, nie bądź chamska. -Wtrącił Matt. Jakim prawem on mnie upomina?
-A tak na marginesie, to bardziej odpowiada mi towarzystwo, jak to ujęłaś, konkurencji. -Zignorowałam uwagę brata i kontynuowałam. -Przynajmniej to nie takie cioty, jak wy. -Dodałam, wysyłając im w powietrzu buziaka, po czym weszłam do domu.
Przeczytałam wszystko.. na twój blog natchnełam się dzisiaj..
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział ?
19 część dodam dzisiaj wieczorem ;33
Usuń